Odeta Moro po raz pierwszy pojawiła się na tzw. salonach w poniedziałkowy wieczór. Powodem był fakt, że po raz kolejny była współorganizatorką VII Charytatywnych Kulinarnych Zawodów Dziennikarzy, których jest współorganizatorem. Tym razem gotujący ludzie mediów zbierali na leczenie i operację oczu braci bliźniaków Pawła i Janka.

- Obecna dieta, gdy karmię mojego synka, nie pozwala mi na szaleństwa, ale tęsknię za niektórymi rzeczami. Moja popisowa potrawa to owoce morza, mule krewetki. Tego mi na razie nie wolno jeść, ale dam radę. Poza tym piekę dobre mięsa. Jedyne czego nie umiem i nie lubię to desery – mówi dziennikarka.

Dodaje, że nie może się doczekać kiedy będzie mogła się więcej ruszać. – Jeszcze trochę muszę poczekać, ale marzy mi się ten moment, gdy nie będę miała zadyszki. Przed ciążą i porodem biegałam, jeździłam na rowerze, chodziłam na siłownię, ale przez ostatnich kilka miesięcy nie robiłam nic, więc marzy mi się powrót do aktywności. Na razie staram się dużo spacerować z wózkiem – wyjaśnia Moro.

Zdradza, że zarówno ona, jak i mały Lew, bo tak ma na imię jej synek, czują się znakomicie. - Dopiero, co się urodził, a już wszyscy chcą go przytulać, nosić na rękach. Jest ulubieńcem całej rodziny. Śmieję się czasem, że człowiek dopiero co się urodzi, chciałby się trochę zdrzemnąć i odpocząć, a tu takie zainteresowanie - żartuje Odeta.