Co na pokazie Vistuli, święcie mody męskiej, robi kobieta?

Kinga Rusin: To samo, co mężczyzna na pokazie mody kobiecej - oglądam modę. Jestem tutaj, bo trzymam kciuki za wszystkie polskie firmy. To cudownie, że jest taka marka w Polsce, która produkuje rzeczy przystające do tego, co widzimy na Zachodzie, firma, której kolekcje są osadzone w aktualnych trendach. Dzięki temu nie jesteśmy zaściankiem, tylko mamy kawałek światowej mody. Jednym propozycje Vistuli mogą się podobać, innym nie... Teraz trzeba na przykład skracać spodnie od garnituru.

To dla mnie niedobra wiadomość, bo w moich klasycznych spodniach nogawka delikatnie łamie się na bucie. Czy zwróciła pani uwagę na jeszcze inne elementy w kolekcji stworzonej przez Wojciecha Bednarza?

Kończy się era czarnych skarpetek. Widzę, że teraz skarpetki dobiera są do krawata. Czyli czerwony krawat - czerwone skarpetki. Zastanawiam się, ile trzeba mieć lat, żeby wejść w taką konwencję. Aczkolwiek prezes Vistuli Jerzy Mazgaj jest najlepszym przykładem na to, że by bawić się modą, wcale nie trzeba mieć idealnej sylwetki modela lub być dwudziestolatkiem. Z prezesem znamy się wiele, wiele lat i jest on zawsze trendy... Nigdy nie jest przebrany, ani ubrany nieodpowiednio do wieku i stanowiska. Jednym słowem, jest świetną reklamą swojej firmy.

Czy kolekcja Vistuli pasowałaby naszym politykom i biznesmenom?

Nasi panowie musieliby mieć do stroju większy dystans, by zdecydować się na niektóre z propozycji Vistuli. Bo u nas wszystko traktuje się bardzo serio. Obok mnie siedział prezes PZU, Andrzej Klesyk i powiedział, że miałby problem, by pójść na spotkanie biznesowe w za krótkich spodniach.

A jaki styl preferuje pani u mężczyzn?

Każdy mężczyzna w garniturze wygląda wspaniale. Uwielbiam mężczyzn w garniturach. Jeśli w tym stroju będzie jeszcze dodatkowo jakiś interesujący element, to tym lepiej. Jednak wszystko musi być adekwatne do okoliczności. Nie mogę wymagać od mężczyzny garnituru podczas sobotniego śniadania...

Czy wyjście na wieczorny pokaz dla tak zapracowanej osoby jak pani jest dużym wyzwaniem logistycznym?

Myślę sobie, że osobom, które oglądają te zdjęcia z pokazów, wydaje się, że być tam to sama frajda... Dla mnie takie wyjście to jednak wyrwa w harmonogramie. Na przygotowanie się potrzeba wiele czasu. Wszyscy będą później mówili, jak byłam ubrana, umalowana, uczesana... To dla mnie męczące. Przychodzę na pokazy tylko w wyjątkowych sytuacjach. Tutaj jestem ze względu na szacunek do tego, co robi prezes Mazgaj.

Jak wygląda pani codzienny dzień pracy?

Jak zacznę pracę rano, to już jej nie kończę. Niestety, nie potrafię wyłączyć telefonu i nie wchodzić na skrzynkę mailową. Mam nienormowany czas pracy. Staram się jednak wygospodarować parę chwil dla swoich córek i przynajmniej zjeść z nimi wspólny obiad. Wieczorami raczej nie oglądam filmów. Siadam wtedy przed komputerem. Raz kończę dzień o 23.00, raz o 3.00 w nocy.

Rozmawiał Andrzej Grabarczuk (PAP Life)