Ponadczasowa elegancja, dopasowane gorsety, syrenie treny i szczypta magii dawnego Hollywoodu - tak w skrócie opisać można czerwony dywan podczas niedzielnego wręczenia Złotych Globów. Media oszalały na punkcie Angeliny Jolie i jej pięknej kreacji od Versace.

Podczas gali Złotych Globów przyznawane są nie tylko nagrody filmowe. W kuluarach trwają, bowiem spekulacje, kto tego wieczoru wyglądał najlepiej, a kto będzie musiał następnego dnia przeczytać o swoim modowym faux pas. Nie inaczej było w niedzielę. Choć tym razem dominowała ponadczasowa elegancja, a modowych popisów i wpadek było mniej niż zwykle.

Media na całym świecie oszalały na punkcie Angeliny Jolie. Aktorka, która, na co dzień więcej uwagi poświęca swojej rodzinie i pracy charytatywnej niż strojeniu się, rzadko, kiedy rozczarowuje podczas ważnych uroczystości. Tym razem jej wizerunek był jednak więcej niż poprawny: Jolie zachwycała. A satynowa, kremowa suknia bez ramiączek z mocnym czerwonym akcentem przy dekolcie i idealnie dopasowane dodatki (czerwona torebka, cieliste buty) sprawiły, że aktorkę porównywano do takich ikon kina jak Grace Kelly czy Marlena Dietrich. I choć Jolie nie dostała nagrody za swój reżyserski debiut "In The Land of Blood and Honey" - jej kreacja od Versace na pewno przejdzie do historii.

Na suknię bez ramiączek, a nie trzeba dodawać, że taki krój wymaga pięknie ukształtowanych ramion, zdecydowała się także Jessica Alba. Jej jasnobeżową suknię domu mody Gucci zdobiły naszywane motywy kwiatowe i długi tren.

Wrażenie robiła także Charlize Theron. Gwiazda "Young Adult" ("Kobieta na skraju dojrzałości") wystąpiła na czerwonym dywanie w bladoróżowej, drapowanej sukni Diora. Choć kreacja charakteryzowała się niezwykle głębokim dekoltem, a do tego wysokim rozcięciem - nie była pozbawiona stylu i przywoływała na myśl lata 20.

Głębokich dekoltów i oryginalnych cięć było tego wieczoru więcej. W swojej teatralnej, ciemnej, ozdobionej piórami sukni domu Gucci, Evan Rachel Wood przypominała "Czarnego łabędzia". Jeszcze mroczniejsza (i z głębszym dekoltem) była kreacja Rooney Mary, która od czasu premiery "Dziewczyny z tatuażem", filmu który nagle wyniósł ją na poziom hollywoodzkich sław, co chwila zaskakuje swoim wyczuciem stylu.

Michelle Williams nie tylko opuściła uroczystość z nagrodą za najlepszą pierwszoplanową rolę żeńską w komedii lub musicalu (wcieliła się w Marilyn Monroe w filmie "Mój tydzień z Marilyn"), ale także udowodniła, że w bardzo prostej, purpurowej kreacji Jasona Wu też można konkurować z przepychem i połyskiem hollywoodzkich kreacji. Stylizację uzupełniała dopasowana opaska i mała elegancka torebka.

Z kolei zupełnie poza kategorią pozostaje styl Tildy Swinton. Kreacja gwiazdy "Musimy porozmawiać o Kevinie" po raz kolejny jednych zachwycała, a innych raziła. Aktorka wystąpiła w metalicznym żakiecie i długiej spódnicy o kroju syreny. Do tego - rozwiane wiatrem platynowe włosy i praktycznie zero makijażu. Całość stanowiła "miejską" wersję kostiumu, w którym Swinton mogłaby ponownie wcielić się w rolę Białej Czarownicy z "Opowieści z Narnii".

Jeśli można mieć jakieś zarzuty wobec kreacji, w których gwiazdy pojawiły się w niedzielę na czerwonym dywanie to brak umiaru albo...przesadna skromność. Kate Winslet - doskonała aktorka i piękna kobieta - wystąpiła w prostej, czarno-białej sukience, która nie do końca pasowała do tej rangi uroczystości. Jasny dół kreacji od Jenny Packham sprawił, że aktorce wizualnie przybyło kilka kilogramów.

Z kolei Elle Macpherson i Sarah Michelle Gellar wybrały kreacje bardzo strojne, wręcz krzyczące "niech ktoś zwróci na mnie uwagę". Problem w tym, że ani była modelka ani aktorka znana z serialu "Buffy, postrach wampirów" nie należały do pierwszej ligii gwiazd wieczoru... Krzywdę zrobiła sobie także Kelly Osbourne, która w granatowej kreacji Zaca Posena wyglądała zdaniem "The Telegraph" - "jak ośmiornica, która jakimś cudem wślizgnęła się na czerwony dywan".