To sytuacja doprawdy wyjątkowa. Monika Olejnik, miast przypierać do muru polityków i ostro komentować bieżące wydarzenia, opowiada o sobie prywatnie i rozprawia na tzw. „babskie” tematy. Skąd bierze najsłynniejsze szpilki polskiej telewizji? Co je, czy wyciska siódme poty na siłowni? Jakie słabości i grzeszki można zarzucić jej wyglądowi i stylowi bycia? Dziennikarka dała się przepytać Piotrowi Najsztubowi. Rozmowę opublikował najnowszy „Wprost”.


Dieta: herbatniki i praca
Nie samą pracą człowiek żyje. Czy na pewno? Jak przyznała się Monika Olejnik Piotrowi Najsztubowi, jeszcze niedawno dbałość o dietę dla niej nie istniała. „Żywiłam się herbatnikami i pracą” – opowiada Olejnik. Głównymi elementami jej jadłospisu były pochłaniane wieczorem i w pospiechu kanapki. „To było takie nerwowe, nienaturalne” – wspomina dziś. Obecnie stawia na owoce morza i dobre wino. Jeśli woda to tylko niegazowana, bo "podobno od wody gazowanej robi się cellulit"

Fitness: między odskocznią a trampoliną

Jeśli chodzi o zmiany w stylu życia dziennikarki, na diecie się nie skończyło. Olejnik za namową swojego partnera zdecydowała się na treningi na siłowni i zajęcia fitness. wiczy już od dziewięciu lat i bardzo sobie chwali tę aktywność. Poniekąd jako przeciwwagę dla pracy zawodowej, lecz również – swoiste wsparcie… „Mam odskocznię, spotykam ciekawych ludzi i zajmujemy się zupełnie czymś innym niż polityką” – zwierza się. „Jak widzę jakiegoś kolegę dziennikarza, który mógłby zacząć dbać o siebie, mógłby trochę schudnąć, to myślę, że miałby wtedy radośniejszy wygląd, inne poczucie humoru i inne spojrzenie na świat, mniej czarne i pesymistyczne” – dodaje.

Wystarczy mieć gust?

Kreacje Olejnik są chwalone przez stylistów, a ona sama uchodzi za dziennikarską ikonę stylu. Jaka jest tajemnica jej sukcesu? Jak mówi dziennikarka, obecnie wystarczy wyczucie stylu. Dawniej jednak trzeba było wykazać się większą inwencją…

„Teraz nie jest ważne, czy dużo zarabiasz, czy mało, masz takie możliwości ubierania się jak nigdy. Jeśli masz gust, to możesz fantastycznie wyglądać. Ale na początku lat 90. było sztuką coś znaleźć i mnie się to udawało” – wspomina Monika Olejnik w rozmowie z „Wprost”.

Co nie znaczy, że dziennikarka wypiera się modowych wpadek. Wspomina jedną, gdy na rozmowę z Aleksandrem Kwaśniewskim przyszła - wraz z Tomaszem Sianeckim – ubrana na sportowo. „Przepraszam, czy wy idziecie do fitness, czy przyszliście z fitness?” – zapytał wtedy Kwaśniewski. „No, przesadziliśmy” – pomyślała wtedy dziennikarka.

(Nie) być jak Berlusconi

Wielu widzów ma wrażenie, że Moniki Olejnik czas się nie ima. Ma się wrażenie, że od lat dziennikarka wygląda tak samo. Czy stoi za tym wspomaganie urody? Sama zainteresowana deklaruje się jako przeciwniczka operacji plastycznych. „Jak będziesz chciał sobie zrobić taką operację, to pamiętaj, że zawsze może nie wyjść. A potem? Trzecia operacja, czwarta i człowiek wygląda jak premier Berlusconi” – mówi ironicznie Olejnik tygodnikowi „Wprost”.