Dlaczego? Bo jest ich bardzo wiele. Bo czują ze sobą wspólnotę. Bo, mimo że często nigdy nie widziały się w realnym świecie, dużo o sobie wiedzą. Bo to silne kobiety, które zostając matkami, nie zagrzebały się w pieluchach i brudnych ubrankach, tylko dostały dodatkowy zastrzyk energii. Dzięki niemu mają czas na to, by dokumentować swoje macierzyństwo na Instagramie i często jeszcze na tym zarabiać… Wcale nie niemożliwe, że już wkrótce świat usłyszy o jakieś ważnej inicjatywie zapoczątkowanej przez Instamatki…

Na Instagramie jest obecnie prawie 300 tysięcy zdjęć opatrzonych hasztagiem Instamatki. Gdyby doliczyć do tego te, przy których pojawiają się hasztagi Instamatka czy Instamama, byłoby ich pewnie jeszcze dwa razy więcej. Najpopularniejsze fotografie z tej kategorii zyskują około 2 tysięcy polubień w ciągu 24 godzin i dziesiątki komentarzy. W okresach największej aktywności Instagramowiczek przybywa około 100 zdjęć na godzinę znakowanych – dla wielu tajemniczo brzmiącym – opisem #Instamatki”.

Co trzeba zrobić, żeby stać się #Instamatką”? Powołanie ma decydowanie charakter samozwańczy. Wystarczy poczuć impuls, założyć konto w serwisie i gotowe!

- Nie ma żadnego kodeksu postępowania dla Instamatek – mówi Malwina Bakalarz, jedna z najbardziej znanych blogerek parentingowych (bakusiowo.pl) i Instamatka. – Kiedy okazuje się, że pierwsze kroki są trudne, wystarczy dać sygnał społeczności – np. „Nie wiem jak zrobić repost”, „Nie wiem, jak oznaczyć kogoś na zdjęciu”, „Nie wiem, gdzie jest skrzynka” i po chwili na pewno znajdzie się jakaś dobra duszyczka, która podpowie, co i jak – dodaje.

O tym, żeby zacząć zapisywać historię macierzyństwa na Instagramie, kobiety decydują w różnych momentach. Dla jednych jest to naturalna kontynuacja prowadzenia konta, które miały już wcześniej. Inne zakładają je chwilę po tym, gdy dowiedziały się o ciąży. Są też i takie, które najpierw prowadziły blog, a Instagram w którymś momencie stał się jego uzupełnieniem. Wszystkie panie łączy jedno: chęć jak najwierniejszego udokumentowania swoich doświadczeń i przeżyć.

Jaki kobiety najchętniej zostają Instamatkami?

- Pewnie takie, które są estetkami. I takie, które lubią robić zdjęcia. I takie, które lubią dzielić się swoją codziennością – wylicza Malwina Bakalarz.

- Myślę, że to zależy od natury, charakteru każdej kobiety – dodaje Justyna Kowalska, właścicielka marki Tiny Bubbles i matka - posiadaczka konta na Instagramie. - Jedne bardziej uzewnętrzniają się w sieci, inne tylko obserwują. Te które są bardziej otwarte, szybko zjednują sobie grono obserwatorek. To jest coś w stylu reality show, ludzie lubią obserwować, co się dzieje u kogoś w domu, jak sobie radzi taka matka w życiu codziennym – stwierdza.

Zaglądając na instagramowe konto jakiejkolwiek kobiety, która uznaje się za Instamatkę, nie sposób nie pomyśleć o tym, jak udaje jej się łączyć opiekę nad dzieckiem z prowadzeniem profilu i, co najważniejsze, byciem tak perfekcyjną, jak to pokazuje na zdjęciach. Zastanawia to tym bardziej, że te dziewczyny są naprawę różne, ale zdecydowana większość z nich na żadnym swoim zdjęciu w niczym nie przypomina kobiety zmęczonej macierzyństwem. Nawet dzień lub kilka godzin po porodzie wyglądają rewelacyjnie i niemal w każdej chwili, którą dokumentują, tryskają pozytywną energią. Oczywiście wszystko to zyskuje aprobatę obserwujących i owocuje pozytywnymi komentarzami.

- Kobieta może w ten sposób zaspokajać potrzebę dokonywania pozytywnej autoprezentacji, dowartościowywania się, pochwalenia tym z czego jest dumna – czyli ciążą lub dzieckiem – mówi Jakub Gutowski, psycholog i psychoterapeuta. - Zaspokaja potrzebę aprobaty społecznej. Działa to analogicznie do zamieszczanych na portalach społecznościowych czy forach internetowych zdjęć domów, samochodów, ubrań, posiłków, egzotycznych miejsc wakacji itp. Z kolei szukanie potwierdzenia własnej wartości na portalach społecznościowych stanowi obecnie część rzeczywistości w jakiej żyjemy. Częściowo wypływa to z cech osobowości osoby umieszczającej swoje zdjęcia (może mieć ona np. problemy z poczuciem własnej wartości), zaś w pewnej mierze wywoływane jest przez presje społeczną i aktualne uwarunkowania kulturowe. Pozytywne komentarze lub lajki działają dowartościowująco. Potwierdzają atrakcyjność matki, dziecka, mogą też utwierdzać ja w tym, że dobrze funkcjonuje w roli macierzyńskiej – wyjaśnia.

Wśród Instamatek nie brakuje gwiazd – zwykle blogerek parentingowych. Ich profile są obserwowane przez największą liczbę osób, a zdjęcia zyskują setki lajków w bardzo krótkim czasie, ale duża część tej grupy to „dziewczyny bez znanej twarzy”. To, co je charakteryzuje, to zainteresowanie modą, tematyką szeroko pojętego life style’u, wystrojem wnętrz, a także życiem gwiazd.

Instamatki mają zwykle między 19 a 35 lat i dużo można się o nich dowiedzieć na podstawie nicków, które przyjmują. Niektóre posługują się po prostu swoim imieniem i nazwiskiem. Wiele „wkłada” tam imię dziecka. Są też i takie, które w wirtualnym „identyfikatorze” wyrażają emocje towarzyszące byciu mamą (zdumiona_mama) albo swoje inne cechy charakterystyczne: 153wkapeluszu (ta Instamatka jest niskiego wzrostu), mama_w_jukej, matka.emigrantka czy lubelska_lala. Ta ostatnia ledwo co skończyła 18 lat i na profilu chwali się głównie tym, jak szybko udaje jej się wracać do zabawowego trybu życia, który prowadziła przed narodzinami dziecka.

Nie będzie zbyt wiele przesady w stwierdzeniu, że każda Instamatka to Perfekcyjna Pani Matka. Dziecko – najwdzięczniejszy obiekt do fotografowania – nie bywa ubrane w zniszczone ciuszki, nie zostaje złapane w kadr, gdy wrzeszczy albo wylewa na siebie zawartość talerza z zupą. Owszem, bywa umorusane albo wysmarowane tym, co właśnie je, ale ma przy tym tak słodką minę, że nie można go nie lubić. W takich okolicznościach najgorszy brud schodzi na drugi plan i widzi się tylko bobasa do schrupania.

Na zdjęciach zwracają też uwagę piękne wnętrza domów i mieszkań Instamatek. Nowocześnie urządzone, doskonale wyposażone, zwykle skąpane w najmodniejszych obecnie bielach i szarościach, robią wrażenie. Patrząc na nie, łatwo sobie wyobrazić, że w takich pomieszczeniach życie jest lekkie, łatwe, przyjemne i… stylowe. Szczególnie, jeśli dziewczyna do perfekcji opanowała sztukę prezentowania siebie na fotografiach w taki sposób, że zawsze wygląda na zadbaną. Mistrzynią w działaniu tego rodzaju jest dominikatworek, która mogłaby udzielać lekcji na temat robienia atrakcyjnych zdjęć z dzieckiem. Na jej profilu każdego dnia rano pojawia się nowa fotografia z kilkumiesięcznym synem, często robiona na ogromnym łóżku, w perfekcyjnie przemyślanej aranżacji. Dużą część kadru zajmują idealnie szczupłe nogi Instamatki Dominiki. Maluch słodko wtula się w jej objęcia albo harcuje tuż obok. Na tacy, która „łapie się” na zdjęcie, stoi kubek z kawą (nigdy nierozlaną, mimo że obok kreci się maluch!) i talerz albo designerska miska ze zdrowym śniadaniem. Czasami tylko z opisu fotografii można się dowiedzieć, że chłopiec dał mamie popalić w nocy, ale kiedy już oboje budzą się rano i maluszek się uśmiecha, Instamatka w sekundę zapomina o trudnych chwilach i obojgu jest razem cudownie.

Dlaczego na profilach Instamatek tak rzadko goszczą zdjęcia obrazujące trudne chwile macierzyństwa?

- Nie wiem – mówi Justyna Kowalska z Tiny Bubbles. – Sama staram się nie umieszczać tam złych emocji. Bo po co? Świat jest wystarczająco przepełniony złymi historiami. Oglądając ładne, czyste wnętrza, bądź zadbane matki, nie mam poczucia, że one nami manipulują. Domyślam się, że w innym pokoju jest sterta prania, że na zdjęciu nie widać brudnych ścian, a tak modna na IG biała podłoga jest porysowana i tak dalej. Ale po co publikować zdjęcia, które pokazują brudne pranie, jeśli można pokazać uśmiechniętą buzię dziecka lub coś inspirującego. Ja nie daję się nabrać na to, że inne matki radzą sobie lepiej. Każda ma gorsze i lepsze dni. Ponadto kiedy ja mam złe dni, coś złego w życiu mi się dzieje, wyłączam się na chwile z Instagrama – dodaje.

Ale nie każda Instamatka działa według tego schematu. Niespełna tydzień temu (w czwartek 20 X 2016 r.) na profilu nanuszka.pl wybuchła prawdziwa burza po tym, jak jego właścicielka Malwina opublikowała dzień wcześniej zdjęcie swojej 2-miesięcznej córeczki w szpitalnym łóżeczku. Co prawda obraz nie był drastyczny – ba!, dziewczynka leżała w pięknej prywatnej pościeli, obok znalazło się miejsce dla stylowej zabawki, a główkę miała odwróconą tak, że nie było widać twarzy – ale nawet najwierniejszym fankom Nanuszki to zdjęcie się nie spodobało. Owszem, wielu ludzi wyrażało zaniepokojenie tym, co się stało maluszkowi i przekazywało wyrazy wsparcia, ale wcale niemało obserwujących skrytykowało Malwinę za to, że „nie ma umiaru w pokazywaniu prywatności”. Poruszyło ją to na tyle, że już w piątek rano usunęła „zdjęcie niezgody” i zastąpiła je kadrem ze szpitalnego korytarza, który opatrzyła następującym opisem „kochani! bardzo dziękuje za tyle ciepłych słów to daje dużo siły nie będę jednak narażać dziecka na atak ludzi, którzy widocznie nie zrozumieli sensu w tym co chciałam przekazać. Nie zawsze jest słodko i nie zawsze pokazujemy życie w kolorowych barwach czasem jest ono gorzkie i cierpkie, mam jedynie nadzieję , że uda nam się szybko wrócić do zdrowia i domu (pisownia oryginalna – przyp. red.).

Skąd ta krytyczna reakcja społeczności na zdjęcie?

- Negatywne aspekty macierzyństwa zna każda matka – komentuje psycholog i psychoterapeuta Jakub Gutowski. - Można o nich poczytać zarówno na forach internetowych, jak i w literaturze fachowej. A w instamatkowaniu nie chodzi o to, żeby się wyżalać, pokazywać, że z czymś sobie nie radzimy, tylko o to, żeby matka i dziecko byli chwaleni. Żeby kobieta czuła się dowartościowana i lubiana. Pokazywanie negatywów mija się z tym celem – dodaje.

Pewnie z tego samego powodu instagramowe pamiętniki macierzyństwa obfitują w zdjęcia dziewczyn, którym szybko udaje się wrócić do figury sprzed ciąży. Instamatki chętnie pokazują swoje odchudzone ciała i chwalą się tym, że mają czas na treningi, myślenie o zdrowym odżywianiu i śledzenie nowinek związanych z dietami. Nie zapominają też o informowaniu społeczności, że weekendowy wieczór spędzają poza domem i tylko z partnerem, a dzieckiem zajmuje się babcia. Dużo uwagi poświęcają również garderobie malucha i swojej, a także gadżetom, które mają za zadanie ułatwiać i uprzyjemnić zajmowanie się dzieckiem. Pokoje dzieciaków wyglądają jak wycięte z katalogów. Czasami wystarczy, że ktoś pokaże coś nowego i zaraz mają to wszyscy. Tak było na przykład z szytymi ręcznie i wypychanymi w środku literami, z których układa się imię dziecka i zawiesza nad jego łóżeczkiem jeszcze przed narodzinami. To ciągle gorący trend, jeśli chodzi o wyposażenie dziecięcych pokoi. Jadzia czy Rysio jeszcze będąc w brzuchu mamy, mają czuć, że miejsce, do którego przyjdą, jest w 100 procentach przygotowane na ich przybycie i wyjątkowe, że mama zadbała o każdy szczegół.

Pomijając blogerki, dla których konto na Instagramie jest dodatkowym sposobem na zwiększenie liczby fanów i poszerzenie kręgu odbiorców – a więc i zwiększenie zysków płynących od reklamodawców – można zauważyć, że wiele Instamatek wykorzystuje profile w celach zarobkowych. Dziewczyny uruchamiają własne biznesy i promują je właśnie na Instagramie. Wiele Instamatek po narodzinach dziecka powołuje do życia marki ubraniowe dedykowane maluszkom; zaczyna produkować zabawki czy ozdoby do pokoi dziecięcych.

- Razem z przyjaciółką Emilią (emi_maluu) postanowiłyśmy coś razem zdziałać – mówi Justyna Kowalska. - Nasze kołderki, poduszki, maty i pewnie za chwilę inne rzeczy przynoszą nam ogrom satysfakcji. Wiem, że brzmi to infantylnie, ale tak właśnie jest! Wystartowałyśmy z Tiny Bubbles niedawno więc roboty jest mnóstwo. Pracujemy głównie wieczorami, kiedy dzieci śpią. Jeśli musimy coś załatwić w ciągu dnia, wkładamy naszych chłopaków, Henia i Stasia, do nosideł i biegniemy razem z nimi – opowiada.

Czy z tego da się żyć?

- Ja nie planuję powrotu do dawnego zawodu, ale Instagram nie jest moim głównym kanałem dotarcia do czytelniczek – mówi Malwina Bakalarz z bakusiow.pl. - Na pewno da się żyć z bycia blogerką, a czy Instamatką… pewnie tak. W moim przypadku to jednak raczej przyjemny dodatek do działalności – konstatuje.

Oprócz wymiernych korzyści finansowych, które mogą płynąć z instamatkowania, wcale nie mniej ważne są poczucie wspólnoty, przekonanie o byciu rozumianą czy wsparcie, którego kobiety udzielają sobie w trudnych chwilach. Kiedy na przykład dziecko choruje, Instamatka publikuje jego urocze zdjęcie z opisem w stylu „koszmarna noc; dziś nie ma takiego uśmieszku, gluty nas zalewają – ratunku!” i od razu wiele koleżanek śpieszy jej z pomocą. W komentarzach sypią się rady na pozbycie się kataru, domysły na temat powodów nieprzespanej nocy i wyrazy współczucia w obliczu braku dziecięcego uśmiechu. W końcu któż zrozumie Instamatkę lepiej, niż inna Instamatka...? Na pewno nie partner – ojciec dziecka. Jego w instagramowym pamiętniku jest jak na lekarstwo. Jeśli już się pojawia, to raczej rzadko pokazuje twarz, ale – to trzeba przyznać – na zdjęciach widać, że uczestniczy w opiece nad dzieckiem. Opisy przy fotografiach mogą wprawdzie sugerować, że jest w tym nieco mniej wprawiony, niż Instamatka, ale na pewno się stara. Chwile, które pary spędzają sam na sam, są dla Instamatki na wagę złota. Każde takie „wydarzenie” jest najpierw anonsowane, a później relacjonowane i wspominane. Instamatki kochają celebrować wyjątkowe chwile i szukają wszelkich sposobów na to, aby mieć ich jak najwięcej. Na przykład organizują sobie spotkania „w realu”. W Warszawie panie umówiły się i widziały już co najmniej kilka razy.

Co je do siebie tak ciągnie?

- U młodych matek sprawy istotne przed zajściem w ciążę schodzą często na dalszy plan, priorytetowe staje się myślenie o sprawach związanych dzieckiem – podsumowuje psycholog i psychoterapeuta Jakub Gutowski. - Dotychczasowi znajomi nie zawsze to rozumieją. Osoby tworzące społeczność Instamatek – jak najbardziej – kończy.