Dziennik.plDziecko

Środa, 23 maja 2012

Imieniny: Iwony, Emilii, Dezyderiusza

Pogoda: Warszawa Dziś

temp. 33°C

Szkoły przygotowane do nauki, ale nie do zabawy sześciolatków

2012-01-31 | Ostatnia aktualizacja: 09:09 | Komentarze: 1 | skomentuj
Przedszkolaki z opiekunką.

Przedszkolaki z opiekunką. / Shutterstock

Tylko dwa tysiąc z blisko 14 tys. podstawówek nie ma wyposażonych klas dla sześciolatków w kąciki zabaw. Gorzej jest z placami zabaw. Pochwalić się nimi może co siódma szkoła.

Pogoda

POLSKA

Środa 2012-05-23

temp. min 8°C max. 28°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Samorządy mają dwa lata na dostosowanie wszystkich szkół na przyjęcie sześciolatków. W tym czasie dyrektorzy placówek oświatowych nie mogą już, tak jak dotychczas, odmówić rodzicom przyjęcia dziecka, jeśli obiekt nie jest do tego przystosowany. To efekt uchwalonej przez Sejm 27 stycznia 2011 r. nowelizacji ustawy o systemie oświaty.

Z informacji resortu edukacji narodowej do końca ubiegłego roku ponad 11,5 tys. szkół zostało wyposażonych w kąciki zabaw (wydzielone w klasie), a 2 tys. posiada place zabaw. Wsparcie gminy otrzymują z programu – „Radosna szkoła”. W zależności od liczby uczniów na kąciki zabaw szkoła z programu może otrzymać 6 tys. zł lub 12 tys. zł, a na plac zabaw 64 tys. zł lub 116 tys. zł. O ile do wyposażenia sal gmina nie musi dokładać z własnego budżetu, to już na place zabaw musi mieć 50 proc. własnego wkładu.

Największy problem mamy z placami zabaw, bo koszt jednego sięga nawet 130 tys. zł. Na trzy szkoły otrzymaliśmy wsparcie na budowę dwóch. Na pozostały będziemy musieli poszukać pieniędzy w budżecie – mówi Krystyna Mikołajczuk-Bohowicz, wójt gminy Repki (woj. mazowieckie).

Tłumaczy, że decyzja o przesunięciu obowiązku szkolnego sprawia, że gminy w tym roku nie będą pozyskiwać środków i wydzielać w budżetach środków na remonty szkół. Część gmin nie chce korzystać z rządowego programu, bo jest zbyt kosztowny.

Resort edukacji powinien zmienić program i obniżyć wkład własny, aby mogły się o niego ubiegać małe gminy z niewielkimi budżetami – mówi Ryszard Gliwiński, wójt gminy Zamość.

Ewa Łowkiel, wiceprezydent Gdyni, mówi, że w tym roku miasto wystąpi o pieniądze na budowę tylko dwóch placów zabaw.

Potrzeby są jednak bardzo duże, bo takich obiektów brakuje nam kilkanaście, ale nie ma na to środków – wyjaśnia.

Podkreśla, że dla rodziców bardziej istotne od placów jest wyposażenie sal lekcyjnych i całodzienna opieka nad sześciolatkami uczącymi się w szkołach.

450 mln zł pozostało do podziału z programu „Radosna szkoła”

Artur Radwan
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Wypowiedzi: 1
  • ~Miko2012-02-02 01:26

    Sama nazwa obiektu "szkoła" mówi że jest to miejsce do prowadzenia szkoleń tzn. nauki i nie jest to miejsce do zabawy, to nie jest ogród jordanowski ani park wodny.
    W szkole dziecko ma się uczyć, a nie jak niektórym się wydaje, że ma się bawić. Na zabawy nie ma czasu i naprawdę go szkoda, program nauki jest obszerny a dzieci w klasie wiele.Zbyt mało godzin poświęca się nauce matematyki, która jest królową nauk. Pośpieszne uczenie matematyki powoduje od razu, z mety, powstawania ogromnych zaległości, których uczeń nie jest w stanie potem nadrobić. Stąd też się bierze ogromna awersja do tego przedmiotu wśród gimnazjalistów, licealistów i studentów, którzy potem wybierają dziwaczne kierunki studiów po których nie ma pracy i zostają wieloletnimi bezrobotnymi, bo do niczego się nie nadają.
    Ponadto na nauczycielach ciąży odpowiedzialność za wypadki podczas prowadzenia procesu dydaktycznego. Większa jest możliwośc wypadku podczas zabawy niż nauki . Ponadto nauczyciel pilnuje wszystkich dzieci w klasie a nie tylko jednego dziecka.
    Nie można marnotawić czasu przeznaczonego na naukę, bo celem działalności nauczyciela jest nauka. Jeżeli chodzi o zabawę to rodzice powinni tę zabawę dziecku zapewnićsami chodzac z dzieckiem na basen lub do parku wodnego, wyjeżdżając zimą na narty, latem żeglując po jeziorach, podróżując po świecie zwiedzając muzea, galerie, oglądając zabytki.
    Wiem, że rodzice są bardzo wygodni i bardzo odpowiada im system przedszkolny i jakby mogli, to by dzieci trzymali w przedszkolu do 15 lat, a potem od razu wysłali do pracy by zarabiali i do domu przynosili pieniądze a rodzice mieli święty spokój. Wysyłajc sześciolatka do szkoły sami skracają sobie rok beztroskiego, bezproduktywnego, leniwego i gnuśnego życia i o tym doskonale wiedzą, dlatego tak głośno się temu sprzeciwiają i mówią że to dla dobra dzieci, co jest nieprawdą, bo oni robią to dla własnej wygody.
    Rodzice nie lubią zagladać do książek i pomagać dziecku w odrabianiu lekcji, to jest dla nich katorga, i największa zmora, a u niektórych samo wspomnienie własnej szkoły i lekcji powoduje odruch wytmiotny. Często rodzice kłócą się między sobą i wzajemnie się wypychają, "to ty odrabiaj z nim lekcje" " nie, to ty masz te lekcje z nim odrabiac" "nie, ja nie będę" " ja też nie będę, odwal się odemnie" itp. itd. Dziecko tego słucha i się dowiaduje, że szkoła jest straszna i okropna.
    Jeżei ktoś uważa, że nauka poprzez zabawę to jest fajna sprawa, to wyprowadzę go z błędu, jest to bardzo nieefektywny i bardzo powolny sposób nauki, ponadto eliminuje się w ten sposób logiczną i gramatyczną metodę nauki języka, potem dziecko niczego nie rozumie skąd to się wzieło. Wbrew wszystkim opiniom, to dzieci bardzo powoli poznają obcy język, z takiego względu, że ich znjomość własnego ojczystego języka jest bardzo ograniczona i nie rozumieją wielu słów w języku polskim. Dzieci w tym wieku, znają tylko tzw. język potoczny i nie rozumieją bardzo wielu pojęć. Nauczenie się na pamięć dwóch zwrotek piosenki lub wierszyka po angielsku nie powoduje, że ten język lepiej poznałem, ja tylko wykułem te dwie zwrotki aby babci i dziadziowi zrobić przyjemność i pochwalić się przed gośćmi w domu. Solidna nauka języka to nie tylko czytanie i tłumaczenie ale poznanie reguł gramatycznych i wykonanie bardzo bardzo bardzo wielu ogromnie nudnych i często bardzo trudnych ćwiczeń.
    Mieszkam obok takiej szkoły gdzie znajduje się tam dobrze wyposażony przez gminę plac zabaw i na tym placu nie widuję bawiacych się dzieci bo nauczyciele muszą realizować program w przepełnionych klasach a panie świetliczanki boją się, że dzieci się tam pozabijają, a potem one pójdą za to do więzienia. Stąd też demonizowanie problemu tzw. placów zabaw to próba odciągnięcia w czasie reformy szkolnictwa przez leniwych, gnuśnych i wygodnickich rodziców.

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane

Najczęściej komentowane

«