Część gmin wciąż ich nie przygotowała, mimo że miały na to rok. Z kolei te, które wywiązały się z obowiązku, muszą wprowadzić poprawki do uchwał, po zakwestionowaniu ich przez wojewodów. Główny zarzut – wpisanie do nich niedozwolonych sankcji dla rodziców spóźniających się z odbieraniem dzieci.

Nieodpłatna nauka

„DGP” przeprowadził sondę wśród kilkunastu samorządowych przedszkoli. We wszystkich nie ma już miejsc dla najmłodszych dzieci w wieku trzech i czterech lat.

Tak jest np. w Przedszkolu nr 7 w Świeciu, gdzie wciąż jest lista rezerwowa. Z kolei w Przedszkolu Miejskim nr 17 w Gorzowie Wielkopolskim były tylko miejsca na przyjęcie niewielkiej grupy trzylatków. Rodzice nie mają też co szukać w Miejskim Przedszkolu nr 13 w Siedlcach.

Przyjęcie wszystkich dzieci do przedszkoli to niejedyny problem samorządów. Do końca wakacji muszą wydać nowe uchwały w sprawie opłat. Taki obowiązek nałożyła na nie ustawa z 5 sierpnia 2010 r. o zmianie ustawy o systemie oświaty (Dz.U. nr 148, poz. 991), która doprecyzowała, kiedy i za co samorządy mogą pobierać świadczenia.

Znowelizowane przepisy uprawniają gminy do pobierania opłat od rodziców za uczęszczanie dziecka do przedszkola dopiero po pięciu godzinach ich pobytu w placówce. W tym czasie są realizowane zajęcia wynikające z tzw. podstawy programowej. Tyle że niektóre samorządy wciąż takich uchwał nie przyjęły. W ostatnim momencie zwrócono na to uwagę np. w Gdyni, a w Katowicach będzie ona rozpatrywana przez radnych dopiero w wrześniu.

– Jej brak może skutkować tym, że nie będzie podstawy prawnej do pobierania od rodziców opłat za pobyt dziecka w przedszkolu – mówi dr Stefan Płażek, adwokat, adiunkt z Katedry Prawa Samorządu Terytorialnego Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Stawki tylko godzinowe

Zmiana przepisów i nowe uchwały miały sprawić, że gminy nie będą naliczać ryczałtu za pobyt dziecka w przedszkolu, ale ustalą stawki godzinowe. Dodatkowo nowelizacja przepisów miała spowodować, że ani wojewoda, ani sąd administracyjny nie doprowadzą do ich uchylenia. W praktyce okazało, się że przepisy są wciąż na tyle nieprecyzyjne, że nowe uchwały w dalszym ciągu są przez wojewodów odrzucane.

– Wojewoda zakwestionował nam uchwałę, bo określimy w niej sankcje dla rodziców, którzy spóźnią się z odebraniem dziecka z przedszkola – mówi Witold Stefański, naczelnik wydziału oświaty i kultury w Urzędzie Miejskim w Policach.

Wyjaśnia, że za dodatkową ponadplanową godzinę pobytu dziecka w przedszkolu można pobierać ustaloną dla wszystkich stawkę godzinową, np. jeden złoty, ale niedopuszczalne jest robienie wyjątków i karanie tylko spóźnialskich rodziców wyższymi kosztami (np. cztery złote).

Opłaty za religię

Innymi zarzutami pod adresem samorządów ze strony organów nadzorczych jest m.in. niewskazanie w uchwałach, w jakich godzinach jest realizowanych pięć godzin bezpłatnych podstawy programowej, a także brak konkretów dotyczących pobierania opłat za pozostałe godziny.

Samorządy nie wiedzą też, czy np. zajęcia z religii zaliczać do podstawy programowej, czy też pobierać z tego tytułu opłatę.

– Wprowadziliśmy sześć zamiast pięciu bezpłatnych godzin w naszych przedszkolach, aby w tym czasie można było skorzystać z nauki religii lub spokojnie odebrać dziecko – mówi Grażyna Burek, kierownik wydziału edukacji w Urzędzie Miasta w Katowicach.

Kary dla spóźnialskich

Samorządy nie zamierzają jednak rezygnować z karania rodziców za spóźnianie się z odbieraniem dzieci. Obchodzą więc uchwałę i regulują to w umowach. A tych wojewoda już nie kontroluje.

– Dodatkowe opłaty za nieterminowe odbieranie maluchów określamy w umowach cywilnoprawnych zawieranych między dyrektorem placówki a rodzicem – potwierdza Ewa Łowkiel, wiceprezydent Gdyni.

Jej zdaniem samorządy muszą dyscyplinować rodziców i wcześniej wiedzieć, na ile godzin ci decydują się pozostawić dziecko w przedszkolu. Od tego bowiem zależy, ile pieniędzy gmina przeznaczy m.in. na etaty.

Wejście na kartę

Te samorządy, który nie chcą narażać się na zarzut pobierania nieuzasadnionych opłat, wprowadzają elektroniczne karty. Rodzice muszą je podbić przy wejściu i wyjściu z przedszkola. Takie rozwiązanie już funkcjonuje w Policach. Inne gminy też chcą z takich kart skorzystać.

– Zgłaszają się do nas firmy i oferują elektroniczne rozliczanie czasu pobytu dzieci w przedszkolu – mówi Leszek Pożyczka, dyrektor wydział edukacji i sportu w Radomiu.

Dodaje, że skorzystanie z takiego rozwiązania jest nieuniknione.

Wina w przepisach

Gminy przyznają, że nie potrafią stworzyć prawidłowych uchwał, bo nowelizacja ustawy o systemie oświaty jest nieprecyzyjna. Podkreślają też, że nawet po uzgodnieniu projektu uchwały z urzędnikami wojewody ten sam dokument jest po uchwaleniu kwestionowany. To jeden z powodów, dlaczego samorządy zwlekały z wydaniem nowych przepisów – liczyły na to, że wojewodowie nie będą ich kwestionować, jeżeli przygotowują uchwały tuż przed rozpoczęciem roku szkolnego.

W praktyce okazało się inaczej. Sam resort edukacji narodowej nie dostrzega problemu i tłumaczy, że to gminy odpowiadają za ostateczny kształt uchwał dotyczących opłat za pobyt dzieci w przedszkolach.