"W Sejmie mamy stanowić prawo, a nie rozstrzygać kwestie światopoglądowe" - uzasadniał złożenie wniosku Balicki. Podkreślił, że prawo ma być dla wszystkich obywateli, natomiast przedstawiony projekt jest "skrajny" i "ideologiczny".

Ocenił, że obecna ustawa: o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży wymaga zmiany, ale w kierunku liberalizacji warunków dotyczących przerywania ciąży.

"Nie można zabijać dzieci za grzechy ich ojców - tu nie potrzeba żadnej wiary, żadnej ideologii" - podkreślił z kolei Czesław Hoc (PiS). Dodał, że demokratyczne państwo stanowi, że nie można nikogo dyskryminować, także chorych. "To jest wiara, czy to jest rozum" - pytał. "Aborcja to jest zawsze, umyślne zabijanie żyjącego płodu, zarodka" - podkreślił.

Jarosław Katulski (PO) podkreślił podczas debaty, że po wejściu w życie zapisów projektu nie będzie można także prowadzić edukacji seksualnej oraz wykonywać badań prenatalnych. "Jeśli przyjmiemy taką ustawę, to badanie ultrasonograficzne, które służy wykrywaniu m.in. wad serca, będzie zabronione. (...) Cofniemy się o ponad 50 lat, jeśli chodzi o położnictwo i ginekologię" - podkreślił.

Pełnomocnik komitetu inicjatywy ustawodawczej Mariusz Dzierżawski zaznaczył, że obywatelski projekt chroni życie każdego dziecka. Dodał, że większość przypadków aborcji w Polsce wykonywanych jest w oparciu o podejrzenie choroby dziecka. Co - w jego ocenie - stawia Polskę obok hitlerowskich Niemiec, które stosowały praktyki eugeniczne.

Obywatelski projekt nowelizacji ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży zakłada m.in. wykluczenie z prawa tych wyjątków, które dopuszczają obecnie w Polsce aborcję. Autorzy projektu chcą także zmiany tytułu obowiązującej ustawy na: "O ochronie życia ludzkiego od poczęcia".

Autorzy projektu podkreślają, że ludzkie życie, także w fazie prenatalnej, chroni konstytucja. Ich zdaniem zatem, obecna ustawa, która dopuszcza przerywanie ciąży w niektórych przypadkach, jest niezgodna z ustawą zasadniczą. Podkreślają, że nie ma żadnych przesłanek, aby życie ludzkie w fazie prenatalnej było gorzej chronione niż w jakiejkolwiek innej fazie.

Przeciwne zapisom są m.in. Amnesty International i Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Federacja zaznacza, że całkowity zakaz aborcji nie wpłynie na liczbę zabiegów, a wyłącznie na jakość ich przeprowadzania. Z kolei AI podkreśla, że zakaz aborcji uderzy w prawa i wolność kobiet; będzie też sprzeczny z międzynarodowymi zobowiązaniami Polski.

Organizacje wystąpiły do szefów komisji z pismami zwracającymi uwagę na konsekwencje zaostrzenia obowiązujących w Polsce przepisów w tym zakresie. Podobne pismo ma być też skierowane do premiera Donalda Tuska.

O odrzucenie projektu wniosły Naczelna Rada Lekarska oraz Naczelna Izba Pielęgniarek i Położnych. NIPiP uznała, że zapisy proponowane w projekcie są zbyt rygorystyczne.

W myśl obecnie obowiązujących (od 1993 r.) przepisów, aborcji można dokonać, gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej, jest duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu lub gdy np. ciąża jest wynikiem gwałtu.

Według Ministerstwa Zdrowia, które co roku przedstawia sprawozdanie z realizacji ustawy, w 2009 r. zarejestrowano 538 aborcji: 510 z powodu upośledzenia lub nieuleczalnej choroby płodu, 27 w związku z zagrożeniem życia lub zdrowia kobiety ciężarnej, jedną ze względu na to, że ciąża była wynikiem czynu zabronionego.

Według organizacji pozarządowych broniących praw kobiet, rzeczywista liczba aborcji wykonywanych przez Polki każdego roku wynosi co najmniej 100 tys.

Projekt liberalizujący prawo aborcyjne złożył na początku lipca SLD. Zakłada prawo do aborcji do 12. tygodnia ciąży na wniosek kobiety, refundację zabiegu i środków antykoncepcyjnych, darmowe badania prenatalne i edukację seksualną w szkołach.