"To, co najbardziej zabezpiecza młodzież przed sięganiem po różne paskudztwa to dobrze funkcjonująca, dobrze komunikująca się, zżyta rodzina, w której szuka się tego, co dziecko lubi robić, potrafi robić, czym się interesuje, w czym się będzie realizowało. Taka młoda osoba nie będzie potrzebowała, nie będzie szukała sztucznych podniet" - powiedziała Okulicz-Kozaryn, która kieruje Poradnią Psychologiczno-Pedagogicznej na Pradze Południe w Warszawie.

Podkreśliła, że bardzo ważne w profilaktyce jest zwracanie przez rodziców uwagi na relacje, jakie ich dziecko ma z rówieśnikami. "Bardzo często po takie środki sięgają osoby, które czują się źle i niepewnie w stosunkach z rówieśnikami, które muszą coś zrobić by w grupie zaistnieć. Osoby, którym tak trudno jest zdobyć popularność w grupie, że stają się bardzo podatne na presję w grupie. Boją się powiedzieć +nie+, czasami myślą, że jak powiedzą >>tak<< to popularność zyskają" - zauważyła Okulicz-Kozaryn.

Według niej na relacje dziecka z rówieśnikami trzeba zwracać uwagę już od małego. "Powinno się to robić znacznie wcześniej niż, wtedy, gdy rozmawia się dziećmi o narkotykach. Jeśli zauważy się, że dziecko nie czuje się dobrze w kontaktach z grupą, to należy próbować pobudzać je do tych kontaktów, zachęcać do nich, ułatwiać je, a nawet szukać ich aktywnie; jeśli się w klasie nie udaje, to może trzeba poszukać ich na zajęciach pozalekcyjnych. Rodzice nie są dla dziecka jedynym i wystarczającym towarzystwem" - powiedziała psycholog.

Zdaniem Okulicz-Kozaryn, współczesne rodziny często lekceważą ten aspekt życia społecznego. "Robimy się co raz bardziej zamknięci w sobie" - oceniła. "To, co najbardziej na dzieci działa to przykład, a nie gadanie. Sami rodzice zagubieni, lecący tylko na pieniądze, pracujący od rana do wieczora, nieznajdujący czasu na różne więzi, na różne zajęcia, przekazują nieświadomie dzieciom taki system wartości, w który szczur na końcu wyścigu jest przegrany. Ci z ostatnich miejsc, aby złagodzić ból, mogą sięgnąć po coś szkodliwego" - zauważyła. Podkreśliła, że to właśnie budowanie pozytywnego systemu wartości, buduje odporność na różne pokusy.

"Wszyscy mamy dla dzieci mało czasu, dlatego bardzo ważna jest jakość czasu, jaki spędzamy z nimi. Lepsze jest pół godziny prawdziwe, niż cały dzień na niby. Matka, która spędza cały dzień z dzieckiem w domu, ale w tym czasie ogląda telewizję, rozmawia przez telefon, sprząta, robi kluski, de facto spędza z nim czas na niby. Ważne jest, by robić coś razem, rozmawiać. Jeśli od małego, choć pół godziny przed snem zawsze spędzamy razem, to dobrze. Nie musi to być poważna rozmowa, może być to czytanie książeczki i rozmawianie o niej, może to być rozmawianie o czymkolwiek. Poważne tematy w rozmowie pojawiają się stopniowo, wynikają czasami z błahych" - zaznaczyła.

"Nie jest dobrze, gdy mówimy do dziecka: +chodź, porozmawiamy poważnie+. Lepiej, gdy to się toczy w sposób naturalny. Dziecko opowiada o swoim świecie, o tym co się zdarzyło w szkole, o koleżankach i kolegach. Wtedy możemy przy okazji, niespecjalnie moralizując, niespecjalnie pouczając, coś skomentować, przekazać swoją wiedzę o życiu" - dodała psycholog.


Okulicz-Kozaryn podkreśliła, że gdy dziecko chce nam coś powiedzieć, bezwzględnie musimy znaleźć dla niego czas. "Odkładamy to czym się zajmujemy, odkładamy gazetę, ściszamy telewizor, przestajemy robić kluski, bo to o czym dziecko chce nam powiedzieć jest dla niego w danym momencie ważne. Nam samym może wydać się to kompletną głupotą - zwłaszcza, gdy mówi to małe dziecko - ale nie lekceważmy tego, bo dziecko oduczy się opowiadać nam o tym, co jest dla niego ważne, następnym razem do nas nie przyjdzie, choć sprawa może być poważniejsza. Nie można też za mocno wchodzić z rodzicielskimi radami, negatywnymi komentarzami, bo w takiej sytuacji dziecko też może się zamknąć w sobie" - powiedziała psycholog.

"Jeśli będziemy mieli dobry kontakt z dzieckiem, jeśli będziemy go systematycznie podtrzymywać, to gdy dziecko rozpocznie eksperymenty dowiemy się o nich w porę. Tak samo, jeśli wejdzie w kontakt ze środowiskiem, które może skłonić je do takich eksperymentów. Wtedy możemy zapobiec temu" - oceniła psycholog.

Okulicz-Kozaryn podkreśliła też, że w profilaktyce uzależnień najważniejszy jest dom. "Szkoła nie spełnia już, tak jak kiedyś, roli wychowawczej. Nie mniej jednak dobrze prowadzone tam przez psychologów, pedagogów czy wychowawców programy profilaktyczne, również odgrywają swoją rolę. Jedna specjalnie zorganizowana pogadanka to za mało, by przyniosła efekt" - powiedziała.