Barbara Ulanowska ma dwie córki: 3-letnią Marię i maleńką, pięciomiesięczną Gabę. Właśnie kończy studia, przygotowuje się do obrony dyplomu w Akademii Muzycznej i jeszcze pracuje dorywczo. Mieszka z dziećmi w kawalerce, której przydałby się remont. Chętnie zapisałaby też starszą córkę na angielski, jednak lekcje sporo kosztują, a początkujący muzyk zarabia niewiele.

W podobnej sytuacji jest inna warszawianka Oliwia Dubiel. Wychowuje dwóch synów w wieku czterech i dwóch lata. "Dzieci odchowane, niedługo idę do pracy. Będę kelnerką. A synowie pójdą do przedszkola i żłobka" - mówi DZIENNIKOWI. Po południu, kiedy dzieci wrócą już do domu, Oliwia chętnie wyskoczyłaby do kina, do znajomych, albo chociaż coś załatwić. Problem polega jednak na tym, że nie ma z kim zostawić synów, których od niedawna wychowuje samotnie.

Obie kobiety zupełnie przypadkiem natrafiły na informację o Banku Czasu Matek, prowadzonym przez fundację MaMa. I obie uznały, że to pomysł właśnie dla nich i zgłosiły do banku swoje oferty. Jak wyobrażają sobie swoją pracę?

"Mogłabym dawać lekcje gry na fortepianie, skrzypcach, a nawet na cymbałkach. Mogę też robić ogólnorozwojowe ćwiczenia muzyczne albo nauczyć nut. To będzie mój wkład do banku. A w zamian chciałabym, żeby mama mojego podopiecznego pouczyła moją córkę angielskiego. Taka wymiana byłaby dla mnie po prostu świetna" - rozmarza się Barbara Ulanowska.

Oliwia Dubiel oferuje opiekę. "Zajmę się dzieckiem kobiety, która zajmie się moimi dziećmi" - mówi krótko. Napisała ogłoszenie i zamieściła je na stronie fundacji MaMa. "Mogę chodzić z dziećmi na spacery, puszczać z nimi latawce, karmić wiewiórki, budować wieże i zamki z klocków, mogę godzinami czytać im książki i komiksy. Bardzo zależy mi na nawiązaniu z kimś współpracy, ponieważ sama opiekuję się dwoma chłopakami i muszę od nich troszkę odpocząć".

Ogłoszenia obu matek czekają na odzew.

Na stronie internetowej fundacji, gdzie działa wirtualny Bank Czasu Matek, jest jeszcze kilka takich ofert. Na przykład Natalia, mama dwuletniej Julki, w zamian za opiekę nad nią, oferuje zajęcia plastyczne dla dzieci i naukę programów graficznych dla dorosłych. Aleksandra może uczyć francuskiego albo zaopiekować się dzieckiem osoby, która zajmie się jej 16-miesięcznym synkiem. Z kolei Anna Maria chciałaby mieć więcej czasu na pisanie pracy licencjackiej. Ten, kto jej w tym pomoże, dostanie ubranka po 9-miesięcznym synku.

"Taki bank czasu to naprawdę świetny pomysł. Przede wszystkim dlatego, że działa poza systemem, w którym za wszystko trzeba płacić. Mam nadzieję, że na moje ogłoszenie wkrótce ktoś odpowie" - mówi Oliwia Dubiel.


Katarzyna Skrzydłowska–Kalukin: Co to jest Bank Czasu Matek?
Sylwia Chutnik*: To bezpieniężna wymiana czasu i umiejętności. Załóżmy, że młoda mama chce wyjść do fryzjera. Ale co ma zrobić z dzieckiem? Zostawia więc malucha innej mamie i wychodzi. W zamian za to następnego dnia przez dwie godziny pouczy dziecko tej drugiej mamy języka angielskiego. Czyli każdy daje to, co ma.

Więc co można zaoferować?
Swój czas i jeszcze coś, co potrafimy robić. Stare afrykańskie przysłowie mówi: potrzeba całej wioski, żeby wychować jedno dziecko. Ta sama zasada obowiązuje w Europie. A bank czasu tworzy taką wioskę. Bo nadrzędnym celem banku jest wzajemna pomoc i możliwość wyjścia z domu. Dzięki bankowi matki nie tylko sobie pomagają, ale poznają się nawzajem, mogą pogadać albo wymienić się ubrankami, z których dzieci już wyrosły. Liczymy na to, że kiedyś zgłosi się do nas jakaś babcia czy dziadek, przecież tylu starszych ludzi mieszka z dala od wnuków i ma dużo czasu. Więc mogliby jakiemuś dziecku zastąpić babcię czy dziadka i zabrać go na spacer, na przykład w zamian za pomoc przy zrobieniu zakupów.

Jak ludzie, którzy chcą przystąpić do waszego banku, dowiadują się o sobie?
Na naszej stronie internetowej jest specjalny formularz, który trzeba wypełnić i wymienić w nim swoje umiejętności. Matki, które chcą wejść do banku, muszą odpowiedzieć na kilkadziesiąt szczegółowych pytań o to, co umieją, co oferują i czego same od kogoś oczekują. I z tych informacji tworzy się katalog umiejętności do wymiany. Ktoś zna języki, ktoś inny może uczyć muzyki, a jeszcze inny po prostu ma czas, żeby zabrać dzieci na spacer.

Czyli wystarczy wypełnić formularz i już można pracować w banku czasu?
Te formularze spełniają dwa zadania. Po pierwsze, dzięki nim tworzymy bazę danych konieczną do tego, żeby bank mógł działać. Ale nie tylko. Wypełnianie rubryk i odpowiadanie na pytania to dla kobiet swoista terapia. Młodym matkom, które całe dnie spędzają na zmienianiu pieluch i karmieniu, wydaje się, że już nic innego nie umieją robić. Wypełniając taki formularz przypominają sobie: o, przecież ja umiem robić na drutach, albo znam matematykę, mogę komuś pomagać w lekcjach. Świadomość, że coś się umie, pomaga odzyskać pewność siebie. To nie są moje własne pomysły. Takie banki już w Polsce działają, nie tylko dla matek. A nasza fundacja po prostu zaadaptowała ten pomysł z myślą o mamach.

I jak? Działa?
Bank dopiero się rozkręca, więc na razie działa dość niemrawo. Mam jednak nadzieję, że z czasem pomysł się przyjmie. Przecież do tego nie trzeba żadnych pieniędzy, szkoleń ani kwalifikacji. Potrzeba tylko dobrej woli i czasu. A korzyść odniesie każdy, kto się do banku przyłączy.


Sylwia Chutnik jest szefową fundacji MaMa, zajmującej się problemami młodych matek. Bank Czasu Matek działa pod adresem http://www.fundacjamama.pl/