To drugi po Izraelu pozaeuropejski kraj, który wprowadził bezwzględny zakaz stosowania kar cielesnych wobec najmłodszych.

- "Wierzę, że wszystkie dzieci mają dane od Boga prawo do rozwoju w kochających rodzinach, bez nieustannego zagrożenia legalną przemocą" - mówiła
wczoraj tuż przed decydującym głosowaniem posłanka Partii Zielonych Sue Bradford, która od 2005 r. zabiegała o zmiany w nowozelandzkim prawie.

Chociaż Zieloni to jedno z mniejszych ugrupowań w parlamencie w Wellington, po dwóch latach debaty ich projekt zyskał poparcie aż 113 z 121 posłów. Przegłosowano usunięcie z kodeksu karnego zapisu zezwalającego rodzicom na „rozsądne karanie” dzieci w celach wychowawczych. W przeszłości zdarzało się bowiem, że adwokaci sięgali po ten przepis, broniąc osób, które pobiły własne dziecko na śmierć.

Od wczoraj w Nowej Zelandii obowiązuje bezwzględny zakaz stosowania kar cielesnych, chociaż parlamentarzyści dodali do niego zdroworozsądkową „furtkę”. W przypadku, gdy lanie „będzie miało nieszkodliwy, jednorazowy charakter”, policja może odstąpić od informowania sądu o popełnieniu przestępstwa.

Po wprowadzeniu tej poprawki kontrowersyjny do tej pory projekt zyskał akceptację wśród większości Nowozelandczyków. A miejscowi politycy nie ukrywają, że liczą na to, iż nowe prawo poprawi oceny ich kraju w międzynarodowych rankingach, w których Nowa Zelandia wypada blado. Premier Helen Clark, która poparła zmiany, mówiła w przeszłości, że poziom przemocy wobec dzieci w jej kraju jest „wciąż zatrważający”. Z ostatniego badania wynika, że co czwarty dorosły
Nowozelandczyk „doświadczył przemocy ze strony rodziców”.

Konserwatywne organizacje, które od początku zwalczały projekt, nie poddają się. Zbierają podpisy pod wnioskiem o ogólnonarodowe referendum w sprawie
klapsów, wierząc, że społeczeństwo odrzuci wprowadzone właśnie zmiany do kodeksu karnego.

Dzięki wczorajszemu głosowaniu, Nowa Zelandia dołączyła do grona 18 państw na świecie zakazujących rodzicom karania dzieci siłą. Pierwsze takie przepisy wprowadziła w 1979 r. Szwecja, ostatnio Holandia, która poprawiła swoje prawo w marcu.

- "To europejski trend. Dobrze, że znalazł oddźwięk także poza naszym kontynentem" - mówi w rozmowie z „Dziennikiem” Cecile Trochu z World Organization Against Torture w Genewie. Pochwaliła też Nową Zelandię za życiowe podejście do problemu. - "Karanie rodziców za każdego klapsa byłoby absurdem. Takie przepisy mają stanowić ważną wskazówkę, że przemocy należy unikać" - podkreśliła.

O eliminację kar cielesnych z domów i szkół od lat apeluje UNICEF, agenda ONZ ds. dzieci. Z jej raportów wynika jednak, że do realizacji apelu na świecie jest jeszcze daleka droga i na całym świecie codziennie bite są miliony dzieci.