Marylin Furer nabrała podejrzeń, widząc, jak jej najmłodszy wnuczek gryzie swój śliniak. Słyszała, że wiele z produktów dla małych dzieci może zawierać trujące substancje, np. ołów.

Na wszelki wypadek sprawdziła wcześniej pudełka na drugie śniadanie, które młodsze dzieci zabierały do szkoły. Kupiła też kolejny test do wykrywania ołowiu. Przetestowała chiński śliniak i... znalazła ołów.

List w tej sprawie wysłała do "Center for Environmental Health", konsumenckiej organizacji monitorującej poziom szkodliwości produktów. Ta potwierdziła, że ilość ołowiu jest o wiele za duża, a władze stanu Illinois nakazały Wal-Martowi wycofać całą partię.

Ten typ śliniaków sprzedawany jest w USA od 3 lat, ale ciężko go usunąć z rynku. Problem kryje się w nieodpowiednich przepisach, które dotyczą farby, a nie w produktów dla dzieci. Wal-Mart dodał tylko ostrzeżenie przed niebezpieczeństwem zatrucia ołowiem w przypadku uszkodzenia śliniaka.