Dobra lektura może nauczyć nasze dziecko, jak rozwiązywać najtrudniejsze problemy
RENATA KIM: Jakie książki należy podsuwać dzieciom?
ELŻBIETA ZUBRZYCKA: Zawsze miałam z tym spory kłopot. Gdy dorastali moi trzej synowie, zależało mi na tym, żeby kupowane dla nich bajki niosły ze sobą jakąś informację, przesłanie i aby wynikała z nich jakaś korzyść dla dzieci. Aby chłopcy mogli się z nich czegoś nauczyć, dowiedzieć. Tymczasem większość książeczek, jakie widzę na półkach księgarń, to głupi tekst, brzydkie ilustracje i na tym koniec. Więc w ogóle nie wiem, po co je wydano. Między innymi dlatego sama zajęłam się pisaniem i wydawaniem książek dla dzieci. Szczególnie lubię tzw. bajeczki psychoedukacyjne, które rodzicom pomagają zrozumieć, co dzieje się z ich dziećmi, a z kolei maluchom podpowiadają, co zrobić w trudnych i nieznanych dla nich sytuacjach.
Pani młodszy syn ma 10 lat. Czyta?
Aleks coraz częściej zasięga rady swoich kolegów przy wyborze lektury; tę polecił mu Piotrek, a tamtą Carmen. Ja z kolei zawsze staram się podsuwać mu takie książki, które czegoś go nauczą. I tak na przykład syn - moim zdaniem - jest zbyt grzeczny, więc zachęciłam go do przeczytania książki Marjorie White Pellegrino pod tytułem "Zbyt miła". Ta historia uczy, jak będąc miłym dla innych, umieć jednak powiedzieć im "nie", gdy wymaga tego sytuacja. Jak postawić wyraźną granicę, przez którą nikt bez naszej zgody nie powinien przechodzić.
Ja sama pisząc, uważnie przyglądam się synowi i jego kolegom, oni są dla mnie niewyczerpaną skarbnicą problemów, o których może opowiadać książka, a których ja jako matka jeszcze nie potrafię rozwiązać. Obserwuję dylematy tych małych ludzi, analizuję je i szukam rozwiązań. A przy okazji sama wiele się uczę. Ostatnio na przykład moje wydawnictwo opublikowało książkę, która przekonuje, by w razie kłopotów nie wycofywać się, lecz odważnie stawiać im czoła. Jeden z małych bohaterów bardzo boi się, że coś lub ktoś może sprawić mu przykrość i dlatego woli zawczasu się wycofać. To piękna historia ucząca pokonywania trudności i depresji.

Czy można dziecku dobierać tak lekturę, by stanowiła odpowiedź na jakiś konkretny problem w jego życiu?
Książka może nauczyć małego człowieka, jak zachować się w różnych sytuacjach, jak rozumieć inne dzieci i z nimi współpracować. Bajki potrafią pod tym względem czynić cuda. Doświadczyłam tego również na sobie, już jako osoba dorosła, i to samo mówi pracownicy z mojego wydawnictwa.
Ostatnio jeden z edytorów powiedział, że przygotowując do druku "Zbyt miłą", dostał gotowy podręcznik postępowania z dzieckiem, a do tego precyzyjny zestaw wyrażeń ułatwiających komunikację w rodzinie. Wreszcie dowiedział się, co powiedzieć maluchowi, który cały czas domaga się obecności ojca; jak zakomunikować mu, żeby cierpliwie chwilę poczekał, a przy tym nie urazić jego uczuć. I jeszcze żeby dziecko wiedziało, że taka odmowa wcale nie oznacza lekceważenia jego potrzeb.

Więc może takie bajeczki powinni czytać także rodzice?
Oczywiście! Wiele z nich zresztą służy przede wszystkim temu, by wywołać jakiś temat i sprowokować obie strony - dzieci i rodziców - do myślenia oraz rozmowy. Ważnym elementem jest poruszenie tematów, o których rodzice nawet nie wiedzą, bo dzieci samorzutnie uznały, że nie należy o nich mówić, bo są one objęte jakimś tabu.

Jakie to tematy?
Wszystkie związane z przemocą i różnego rodzaju przykrościami doznawanymi przez dziecko, a także z seksem.

Czy naprawdę istnieje jakaś książeczka, która przystępnie tłumaczyłaby dzieciom kwestie związane z seksem?
Może nie tyle z samym seksem, co molestowaniem seksualnym. Napisałam kiedyś materiał na konferencję wydawców, który został potem wydany jako książka pod tytułem "Powiedz komuś" i błyskawicznie stał się bestsellerem. Sprzedawał się jak ciepłe bułeczki, bo był to po prostu podręcznik dla rodziców, jak rozmawiać z dziećmi o tych trudnych sprawach.
Tam wyliczone są rzeczy, których dorośli absolutnie nie powinni robić, a także informacja, kiedy dziecko musi zaprotestować. Ta książka nie mówi nic o zaburzeniach seksualnych, ale wyraźnie podkreśla, że nie wolno dziecka straszyć, nie wolno mówić, że rodzice przestaną je kochać, nie wolno dotykać, gdy ono tego nie chce. Bo to wszystko oznacza molestowanie.

Ale jak można przemycić takie treści w książeczce dla dzieci? Jak sprawić, by z bajeczki nie cuchnął dydaktyczny smrodek?
"Powiedz komuś" mówi o tym, że dziecku należy się szacunek. W prosty sposób tłumaczy, że wszystko, co narusza godność małego człowieka, jest zabronione. Dostaję wiele sygnałów od rodziców, którzy opowiadają, że dzieci nigdy do tej pory z nimi nie rozmawiały na takie tematy i dopiero ta mała książeczka je do tego sprowokowała. Nagle wylała się z nich rzeka informacji o tym, jakie mają trudności.

Jakie jeszcze problemy da się rozwiązać przy pomocy bajek?
Cała rodzina może otrzymać lekcję wzajemnego zrozumienia. A rodzice mogą się na przykład dowiedzieć, że nie wolno dziecka nadmiernie krytykować, podważać jego opinii. Bo to wszystko oznacza właśnie brak szacunku. Jest taka bajeczka edukacyjna "Nie lubię łaskotek" Marcie Aboff, która uczy, że nawet niewinne zabawy mogą się małemu człowiekowi tak bardzo nie podobać, że w końcu znienawidzi wujka, który przy każdym spotkaniu łaskocze go w szyję. Bo robi to bez zgody chłopca, a on tego nie znosi. W tej bajce mały bohater dostaje wskazówkę, że może się domagać, by wujek skończył z łaskotaniem, a on musi to uszanować. Bo to on rządzi swoim ciałem i nikt nie może go dotykać bez jego zgody.
I znowu nie ma w ogóle mowy o zaburzeniach seksualnych czy o pedofilach, ale na przykładzie łaskotek autorka sygnalizuje, jak ważny jest szacunek dla woli dziecka. I tłumaczy, w jakiej sytuacji dziecko powinno szukać pomocy. Czyli zawsze, gdy czuje, że dorosły narusza jego integralność.

Ale bajka nie powinna chyba raczej opowiadać o wujku, który wkłada dziewczynce rękę pod spódniczkę?
Dokładnie tak. Bo dziecko mogłoby nie zrozumieć, zawstydzić się i zablokować. Więc w tej bajce psychoedukacyjnej celowo nie umieszczono żadnych motywów pedofilskich, ale położono nacisk na szacunek dla drugiego człowieka. Nawet tego najmniejszego.

Wydaje pani również książki, które uczą, jak pokonywać lęki. Jak przekonać malucha, by się nie bał?
W żadnym razie nie wolno odwoływać się do racjonalnych argumentów, bo dziecko nie jest w stanie ich zrozumieć ani zaakceptować. Wiele dzieci boi się na przykład, że wciągnie je wir wody uciekającej ze zlewu czy wanny. I nie pomoże tłumaczenie, że nic im nie grozi, bo nie zmieszczą się do odpływu wody, ponieważ kilkuletnie dzieci mają tak ogromną wyobraźnię, że ona właściwie rządzi ich życiem. A rzeczywistość jest dla nich tak niepojęta, że racjonalne argumenty w ogóle nic nie znaczą.

Jak zwykła książeczka może obalić te lęki?
Powinna się odwoływać do dziecięcego poczucia własnej mocy, władzy i sprawstwa w życiu. Powinna wzmocnić dziecko, a to doskonale można zrobić właśnie na poziomie bajkowym - pokazać maluchowi, jak wielką dysponuje mocą i na co go stać. I łatwiej zrobić to przy pomocy bajki, niż tłumacząc, że na pewno sobie poradzi. Racjonalne argumenty do niego z pewnością nie trafią, ale bajkowe owszem.

A czy przy pomocy książki można z dzieckiem rozmawiać?
Właśnie piszę książeczkę o sekretach. Zastanawiam się w niej, dlaczego dzieci nie opowiadają dorosłym różnych rzeczy. Zadaję pytanie, jak odróżnić skarżypytę od dziecka, które nie mówi rodzicom czy nauczycielom o swoich małych czy dużych problemach. Rozmawiam często o tym z rodzicami i nauczycielami i okazuje się, że oni też nie wiedzą, jak to zdefiniować. Więc jeśli dorośli nie potrafią tego zrobić, to jak mają to umieć dzieci? Poza tym dzieci opowiadające o swoich problemach są traktowane przez kolegów jak donosiciele.

Przecież często to my, rodzice, uczymy je, by nie skarżyły, tylko próbowały na własną rękę rozwiązać problem...
Dla każdego dziecka podstawą przeżycia jest akceptacja grupy rówieśniczej. Dziecko odrzucone nie jest w stanie żyć normalnie i dlatego zrobi wszystko, by do tego nie dopuścić. Jeśli dziecięca grupa ma mądrego przywódcę, to nie ma problemu, ale jeśli liderem jest mały agresywny prowodyr, to już znacznie gorzej. I taka grupa z pewnością będzie wyznawała zasadę, że nie ma potrzeby niczego opowiadać dorosłym. Więc dobrze jest tłumaczyć swojemu dziecku, i moja książka próbuje to robić, że czasem warto umieć być tchórzem, że trzeba postawić się kolegom i zaufać dorosłym. Bo to dopiero jest postępowanie właściwe i naprawdę odpowiedzialne.

Więc należy przekonywać dziecko do skarżenia?
Nie, trzeba je nauczyć, jak odróżniać skarżenie od informowania. Bo dzieci milczą dlatego, że nie wiedzą, gdzie przebiega granica. Trzeba je przekonać, że nie powinny milczeć, gdy jakaś sytuacja stanowi dla nich czy dla kolegi zagrożenie. To już nie będzie skarżenie, tylko pomoc. I jeszcze trzeba uczyć, co jest sekretem, a co nie powinno nim być. Tego wszystkiego może nauczyć dobra książka. I takich książek powinniśmy szukać dla naszych dzieci.

Elżbieta Zubrzycka jest psychologiem, autorką i wydawcą bajek psychoedukacyjnych. Jest prezesem Gdańskiego Wydawnictwa Psychologicznego.