Czy wiesz, że od kilku lat dzień 30 kwietnia jest Światowym Dniem Sprzeciwu wobec Bicia Dzieci? I nie chodzi tylko o sprzeciw wobec maltretowania maluszków. Chodzi również o te wszystkie „niewinne” klapsy, szturchnięcia czy szarpnięcia, które znamy wszyscy, bo niemal wszystkim nam się zdarzają. Bicie dzieci, wbrew pozorom, nie ma różnych odcieni szarości - klaps jest klapsem i każdy boli tak samo. I im szybciej z nich zrezygnujesz, tym lepiej. Co nie oznacza, że masz przestać reagować, gdy dziecko bije siostrę czy pluje na dziadka. Poza karami fizycznymi jest jeszcze mnóstwo innych możliwości na zdyscyplinowanie malucha!

Błędne koło domowych klapsów
Niestety, te metody wymagają czasu, cierpliwości i konsekwencji. A to właśnie ich brak prowadzi do tego, że czasem tracimy panowanie nad sobą i wymierzamy cios, po którym… rzadko kiedy następuje spokój. Nawet jeśli przestraszone dziecko zamilknie albo obrażone schowa się w swoim pokoju. Dlaczego? Problem z klapsami mają najczęściej rodzice, którzy sami w dzieciństwie dostawali lanie.

Bo z jednej strony przez lata hodowałyśmy w sobie przekonanie, że my nigdy nie uderzymy własnego dziecka, a z drugiej - zwyczajnie nie mamy pomysłu (ani wzorców!), jak reagować, gdy malec doprowadza nas do ostateczności swoim zachowaniem. I gdy „wymsknie się” nam coś takiego, odczuwamy ogromne poczucie winy i wstyd. Jak sobie radzimy z tymi uczuciami? Pozwalając dziecku na wszystko i rozpieszczając w ramach rekompensaty za swoje zachowanie. Do czasu, gdy jego czy jej zachowanie, nieograniczone żadnymi zakazami i karami znowu wyprowadzi nas z równowagi. A to sprawia, że wracamy do punktu wyjścia i błędne koło się zamyka.

Co możesz zrobić?
Po pierwsze, przestań się zadręczać tym klapsem. Oczywiście nie przyniósł ci on chwały i dobrze, abyś próbowała go na przyszłość unikać. Po drugie, staraj się zrozumieć, skąd się wziął. Czy to faktycznie chodzi o dziecko? A może od jakiegoś czasu czujesz się sfrustrowana codziennością albo związkiem. Albo zmęczona i rozdrażniona, bo w pracy dołożyli ci obowiązków?

Bywa też tak, że usprawiedliwiamy przemoc wobec dziecka. Jeśli ty też uważasz, że klaps to wyraz miłości i troski, spróbuj sobie odpowiedzieć na pytanie: „Czy chcę, aby moja córka wyrosła na kobietę i żonę, która wierzy, że jeśli mąż mówi, że ją kocha, to daje mu to prawo do tego, by podbijać jej oko?”. Bo taki właśnie skutek przynosi wychowywanie dzieci w przekonaniu, że klaps jest dla jego dobra i „Biję cię, bo mi na tobie zależy”. Gdy „nie” znaczy „nie”.

Co zatem pozostaje rodzicom, którzy chcą zrezygnować z kar cielesnych?

Całkiem sporo możliwości. Tym bardziej że tzw. bezstresowe wychowanie, czyli przymykanie oka na kaprysy, fochy i niegrzeczne zachowanie jest kamykiem, który uruchamia lawinę bezradności mamy i taty względem małego tyrana.

Dlatego pierwsza i najważniejsza zasada to stawianie dziecku jasnych i wyraźnych granic. I bądź konsekwentna w ich przestrzeganiu.

Co to oznacza?
Na przykład, że nie będzie oglądania dobranocki, jeśli maluch najpierw nie zje kolacji. Jeśli wstanie od nadgryzionej kanapki i sam włączy telewizor, ty go wyłączasz, powtarzając zasadę jak mantrę. I, co ważne, stanowczym głosem! Istotne, aby maluszek czuł, kto ustanawia reguły. I czuł też, że nie ma od nich odstępstw. Dlatego przygotuj się na małą przepychankę przed telewizorem (dziecko będzie próbowało cię zmęczyć uporem lub płaczem) i uzbrój się w cierpliwość. Jeśli po trzech dniach egzekwowania tej zasady, czwartego odpuścisz, bo zabraknie ci sił, szanse na to, że maluch jeszcze kiedykolwiek będzie zjadał kolację przed bajką, maleją wręcz do zera. Oczywiście w ustalaniu zasad również obowiązują pewne… reguły.

Przede wszystkim te ustalone przez nas zasady muszą być proste i zrozumiałe dla dziecka. Zrezygnuj zatem z wszelkich oratorskich zawiłości na rzecz prostego zdania: „Nie wolno rozrzucać zabawek po całym mieszkaniu”, „Przed obiadem zawsze myjemy ręce” i tym podobne. Po drugie, wyznaczone reguły muszą obowiązywać zawsze (to daje dziecku poczucie bezpieczeństwa) i wszystkich domowników (co oznacza, że tata z brudnymi rękami też jest odesłany do łazienki). Warto również z naszymi regułami zapoznać babcie czy opiekunki - one także powinny je egzekwować od naszej pociechy.

Karać czy chwalić
W idealnym świecie to powinno wystarczyć. Niestety, w rzeczywistości często nie wystarcza. Dlatego czasem trzeba sięgnąć po kary. Czyli, np. zakaz oglądania bajek przez dwa dni lub embargo na ciastka czy słodycze. Albo dodatkowe obowiązki w domu. Jest jednak coś skuteczniejszego i przyjemniejszego niż karanie. Co to takiego? Chwalenie! Najrzadziej używana przez rodziców sztuczka, która czasem ma naprawdę magiczną moc! Sprawdź sama! Od dzisiaj, przez trzy kolejne dni chwal przy obiedzie swoje dziecko, że wszystko ładnie zjadło (gdy to się nie uda i tak chwal, np. że zjadło ziemniaczki, albo że zjadło o wiele więcej niż zwykle) i bacznie obserwuj swojego kilkulatka. Prawdopodobnie zacznie z ochotą wcinać to, czego do tej pory często nie dotykał nawet widelcem. A takiego efektu nie odniesiesz nakazami, krzykiem, karaniem, siedzeniem przy stole tak długo, aż wszystko zniknie z talerza.

Warto zatem częściej sięgać po tę czarodziejską broń. Ale, jak każdą bronią, trzeba się nią posługiwać umiejętnie. Najlepiej jest wzmacniać zachowanie malucha metodą stopniowych przybliżeń, tzn. nie czekaj z pochwałą, aż sam z siebie wypucuje swój pokój na błysk, za to zauważ i nagradzaj buziakiem, pochwałą to, że po zabawie odłożył samochodzik czy lalkę na półeczkę. Bo z każdą taką reakcją rośnie szansa, że z czasem będzie ich coraz więcej. Podobnie jak mniej zachowań, za które do tej pory zdarzało ci się karać czy nawet uderzyć malucha. Bo czasem, aby ograniczyć to, co dziecko robi źle, wystarczy nagrodzić je wtedy, gdy postępuje dobrze!