O tym, czym są pieniądze i skąd się biorą, nie uczą dzieci w szkole ani w przedszkolu. Niestety. Bo gdyby uczyli, o ile prostsze byłoby twoje życie! Bez tych histerycznych awantur w sklepie, gdy pociecha chce zabawkę, akurat tę i żadną inną, tu i teraz! A jeśli już kiedyś wydasz kilkaset złotych na jakąś superzabawkę, możesz być pewna, że po tygodniu twój maluch zepsuje ją z taką samą beztroską, jak te tanie. I wiesz też, że twoje rozpaczliwe pogadanki czy tłumaczenia trafiają w próżnię i niczego nie zmieniają. Dlaczego? Bo pieniądze to dla twojego dziecka czysta abstrakcja. Po prostu hasło. Jak to zmienić? Paradoksalnie jak najwcześniej wprowadź pieniądze w życie dziecka.

DLACZEGO LEPIEJ DAWAĆ?

Zwolennicy dawania kieszonkowego dzieciom mają w zanadrzu mnóstwo argumentów. Przede wszystkim ten, że własne pieniądze uczą nasze pociechy odpowiedzialności. Jak to możliwe? Wyobraź sobie, że twoje dziecko przez 4 miesiące zbierało pieniądze, np. na wymarzoną grę. I gdy nadszedł upragniony dzień zakupu, wróciło do domu pełne dumy z nowym nabytkiem. Możesz być przekonana, że przez długi czas będzie to wręcz święta gra. Nikt nie będzie mógł jej dotknąć ani się nią pobawić, bo rzeczy kupione za własne pieniądze nabierają dla dziecka niezwykłej wartości. Wyżej je ceni i bardziej o nie dba. A co, jeśli gra okaże się do niczego? To też będzie dla kilkulatka niezła lekcja rozsądku. Bo następnym razem dłużej się zastanowi, zanim beztrosko wyda wszystkie oszczędności.

Jest też inny ważny powód, dla którego warto od czasu do czasu sypnąć groszem. Docenisz go zwłaszcza, jeśli twój brzdąc nie przepada za dodawaniem i wszystkim, co jest związane z matematyką. Prowadzone na ten temat badania dowodzą, że dzieci błyskawicznie uczą się liczyć, jeśli liczą nie w myślach albo za pomocą cukierków, lecz mając przed sobą własne oszczędności. No bo kto by tam ufał mamie czy tacie w liczeniu?! Dlatego kilkulatki uwielbiają taką „bankowość”; klasyfikowanie monet ze względu na ich wartość, układanie w słupki itd. Trudno sobie wyobrazić lepsze połączenie miłego z pożytecznym, prawda?

>>> czytaj dalej


KIEDY ZACZĄĆ I OD ILU?

Dzieci doceniają pieniądze także z innego powodu. Obserwując rodziców, czują, że wszelkie decyzje związane z finansami muszą być odpowiedzialne i są jakimś krokiem w dorosłość. A nie ma przecież większej frajdy niż móc czuć się jak dorosły, gdy jest się dzieckiem! Kiedy zatem my, prawdziwi dorośli, powinniśmy pozwolić na to dzieciom i zacząć dawać im kieszonkowe? Warto o tym pomyśleć już pod koniec przedszkola albo na początku podstawówki, czyli w okolicach 5, 7 urodzin. Jednak pytanie „Kiedy?” jest mniej ważne od pytania „Ile?”. I tu nie ma jasno określonej odpowiedzi - to zależy przede wszystkim od ciebie, twojej intuicji i możliwości waszego rodzinnego budżetu.

Pomocny może być też pewien popularny wzór: optymalne kieszonkowe policz, dzieląc wiek dziecka przez dwa i tyle złotych powinnaś mu dawać; czyli np. siedmiolatek mógłby dostawać 3,5 złotego tygodniowo. Górna granica w tym przypadku to 7 zł, czyli kwota równa wiekowi dziecka. I jest to oczywiście „tygodniówka”, a nie miesięczna „pensja” - te pierwsze są lepsze, bo w ten sposób pieniądze są częściej obecne w życiu dziecka i stymulują owo liczenie czy planowanie.

>>> czytaj dalej



CZY CENZUROWAĆ ZAKUPY?

Z drugiej strony dawanie kieszonkowego rodzi też inne pytania. Na przykład, jak bardzo możesz ingerować w to, co mały Rocke- feller zamierza sobie kupić. Bo, jeśli ustalisz z dzieckiem, że tygodniówka to jego pieniądze i może sobie z nimi robić, co tylko zamarzy, gdy zechcesz mu zabronić kupna, np. płyty z wulgarnymi tekstami, możesz usłyszeć: „Ale mówiłaś, że to moje pieniądze i sam mogę zdecydować!”. Dlatego lepiej nie dopuszczać do takich sytuacji i zawczasu ustalić, czego dziecko nie może kupować.

To jest też dobry moment, by wprowadzić w wasze życie pewne elementy strategii zarządzania finansami. Brzmi poważnie, ale może być frajdą, jeśli przedstawisz dziecku tę strategię jako zabawę lub grę w „Cztery świnki”. Na czym ona polega? Kup dziecku cztery skarbonki i ustalcie wspólnie, że dzieli pomiędzy nie swoje kieszonkowe. I tak, do pierwszej wrzuca pieniążki na codzienne przyjemności, np. lody. W drugiej oszczędza na jakiś drobny zakup, np. lalkę czy nową książkę. Trzecia skarbonka „połyka” środki na odległy cel, np. letni obóz. A czwarta gromadzi środki dla innych - na prezent dla siostry albo wspólnie wykonany przelew na konto jakiejś dziecięcej organizacji charytatywnej lub schroniska dla zwierząt. Ponieważ jest to propozycja a nie przymus, pozwól dziecku samodzielnie dzielić te pieniądze; jeśli większą część kieszonkowego wrzuca do świnki nr 1, nie strofuj ani nie namawiaj. Pozwól mu samemu przekonać się, że czasem dobrze jest zacząć odkładać znacznie wcześniej i jednocześnie dłużej.

>>> czytaj dalej


DAWAĆ ZA COŚ CZY ZA NIC?

Wielu rodziców zastanawia się często też nad tym, co jest lepsze: co tydzień wyciągać portfel i wręczać dziecku ustaloną kwotę, czy może pozwolić mu zarabiać. I nagradzać takie działania, jak niewymuszone wyniesienie śmieci czy umycie samochodu. To drugie rozwiązanie jest popularne, bo zdaniem wielu rodziców wyrabia w dziecku przekonanie, że pieniądze się w życiu zarabia, a nie dostaje ot tak, za nic. Niestety, ten pomysł, choć brzmi sensownie, ma też przykry „efekt uboczny”

Twoje dziecko zaczyna myśleć, że pieniądze należą mu się za to, co tak naprawdę jest jego obowiązkiem! A tak być nie powinno, bo wyprowadzanie psa czy grafik dyżurów przy zlewozmywaku to zupełnie naturalny element waszego życia rodzinnego, i nie może być traktowany jak coś, za co należy się nagroda. Możesz natomiast uznać, że będziesz nagradzać dziecko ekstra pieniędzmi za coś, co nie należy do jego obowiązków - chociaż psycholodzy zalecają w tej kwestii dużą ostrożność.

I pamiętaj, że twoja rola nie ogranicza się do dawania czy kontrolowania wydatków. Twoją rolą jest zachęcanie kilkulatka do podejmowania właściwych decyzji. Dlatego przede wszystkim staraj się dawać dobry przykład. I spróbuj zaufać dziecku i pozwolić mu na pewną swobodę w tej kwestii. Bo nic nie uczy nas tak szybko, jak własne doświadczenie.