Dziennik Gazeta Prawana logo

Poszukiwany dawca plemników

6 października 2008, 20:43
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Europejki coraz częściej decydują się na dziecko z prawie obcym mężczyzną. Realizują marzenia o macierzyństwie, ale nie chcą tworzyć stałego związku. Szukają nie partnera na całe życie, a jedynie dawcy spermy, niezbędnej do zapłodnienia. To feminizm czy szaleństwo? - pyta brytyjska gazeta "The Sunday Times".

Katia, jedna z bohaterek tekstu w "The Sunday Times", zawsze zdobywała to, czego chciała - najlepsze oceny na studiach w Cambridge, pensję liczoną w tysiącach funtów, karierę wziętej prawniczki. Teraz realizuje swój kolejny życiowy cel - macierzyństwo.

Recepta na dziecko jest prosta: mężczyzna, związek, ciąża. Katia znalazła mężczyznę, związała się z nim na dwa tygodnie, a kiedy zaszła w ciążę - rozstała się. Phila, nieświadomego dawcy plemników, nikt nie zapytał, czy chce być ojcem. "Nie oczekuję od niego, że weźmie na siebie odpowiedzialność" - tłumaczy swój punkt widzenia Katia. "Jestem niezależna, mogę sama zapewnić dziecku ustabilizowane życie. O wiele lepsze niż koleżanki, które mają dzieci z mężami, ale ich małżeństwa są nieudane, a pensje żałośnie niskie" - uważa.

Brytyjscy dziennikarze nie dotarli do statystyk, które mówiłyby o tym, ile kobiet zdecydowało się na macierzyństwo w taki sam sposób jak londyńska prawniczka, bo takich danych oczywiście nie ma. Powołują się jednak na anegdotę, która świetnie obrazuje skalę zjawiska - każdy z nas zna kogoś, albo słyszał o kimś, kto zaszedł w ciążę z nieświadomym niczego partnerem, potraktowanym wyłącznie jako dawca.

"To tańsze i przyjemniejsze niż zapłodnienie w klinice" - mówi 35-letnia Sarah, matka 5-letniej dziewczynki, która zaszła w ciążę po trwającym jedną noc romansie, z facetem inteligentnym, dowcipnym i przystojnym. Choć ludzie takie postępowanie osądzają surowo, ona ma jedno twarde uzasadnienie swojej decyzji: "Byłam w wieku balzakowskim, mój zegar bilogiczny tykał coraz szybciej i nie miałam ani chwili do stracenia".

Jednak podejście do sprawy dzieci, które poczęły się w ten sposób, nie jest już takie beztroskie. Mówią o poczuciu pustki i częściowego wykorzenienia. "Zawsze będę pozbawiony połowy swojej historii, nie wiem nic o części swoich genetycznych obciążeń, nie poznam wyjaśnienia, dlaczego robię niektóre nieokreślone rzeczy, nie wiem, czy mam rodzeństwo" - wylicza swoje problemy 31-letni Dan. Urodził się jako rezultat spotkania jego matki i młodego studenta, który wydał jej się doskonałym materiałem na ojca. "Kto daje kobietom prawo do decyzji o tym, że wyeliminuje dziecku ojca?" - pyta Dan.

Historie ludzi, którym decyzja o tym, żeby mieć potomstwo, przychodzi łatwiej niż decyzja o stałym związku, znane są też w Polsce. "Zostałem w ten sposób wykorzystany" - opowiada 35-letni Zbigniew, który na jednym z portali randkowych poznał atrakcyjną 45-latkę. Zaproponowała randkę w knajpie, potem weekend za miastem, a potem ze Zbigniewem zerwała. "Po roku dowiedziałem się od znajomego, że ona ma dziecko" - opowiada Zbigniew. Wyliczył, że dziecko urodziło się 8,5 miesiąca po cudownym weekendzie ze znajomą z portalu.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj