Dziennik Gazeta Prawana logo

Historia Internautki: I przyszła nadzieja...

24 grudnia 2007, 11:27
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
Historia Internautki: I przyszła nadzieja...
Inne
To było trzy lata temu. W połowie listopada rozstałam się ze swoim narzeczonym. Nie potrafiłam sobie poradzić z codziennością bez niego. Nie było zdrady, nie było kłótni - on chciał pobyć sam, przemyśleć swoje życie… Nie mogłam mu tego zabronić, choć zupełnie nie spodziewałam się, że do tego dojdzie.

Raczej myślałam o ślubie, który planowaliśmy, a nie o rozstaniu, ale życie jest tak nieprzewidywalne… Tłumaczyłam sobie jego decyzję tym, że jest typowym Piotrusiem Panem - choć trzydziestoletnim mężczyzną, to jednak wciąż niedojrzałym chłopcem w przykrótkich spodenkach.

Drażniły mnie wszystkie przygotowania do świąt, reklamy przypominały o przesłodkim scenariuszu bożonarodzeniowym, a ja miałam ochotę tylko płakać. Tak bardzo chciałam podzielić się z nim opłatkiem, czuć jego bliskość. A tu nic poza pustką i chęcią przebudzenia się w jakiejś o niebo przyjemniejszej codzienności.

Im było bliżej Wigilii, tym byłam smutniejsza, zamyślona, jakby nieobecna…. Niesamowicie tęskniłam za przeszłością z Robertem. To było silniejsze ode mnie. Nie mogłam opanować się, aby nie kupić dla niego prezentów. Po prostu bardzo chciałam wierzyć, że te święta będą tak radosne jak poprzednie.

Upiekłam makowca, ciasto drożdżowe z bakaliami, ulepiłam mnóstwo pierożków z kapustą i grzybami i inne smakołyki. No i przede wszystkim żyłam nadzieją. Mimo wszystko.

Przyszła w końcu Wigilia. I to taka piękna, bajkowa z puszystym śniegiem. Biały puch wprawił mnie w dobry nastój. Wciąż czaiła się we mnie nadzieja, że w ten wyjątkowy dzień w roku nie będę tylko z rodzicami i babcią… Kiedy robiło się coraz ciemniej, a pierwsza gwiazdka coraz bardziej miała ochotę uśmiechnąć się do nas, ktoś zapukał do drzwi. Moje serce zabiło tak jak kiedyś. Wiedziałam, że to on. Ach, moja radość była wielka. Kiedy otworzyłam drzwi, wpadliśmy sobie w ramiona, zaczęliśmy całować się, płakać, przytulać… Tego wieczoru wszystko sobie wyjaśniliśmy, miesiąc bez siebie uświadomił nam (Robertowi przede wszystkim!) jak trudno nam bez siebie żyć. Dwa lata temu, w drugi dzień świąt zostałam jego żoną. Tegoroczne święta spędzimy już we trójkę - z malutką Julią.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj