Pogoda spłatała nam okrutnego figla. Kto by się spodziewał, że po prawdziwie letnich dniach, kiedy temperatury w słońcu przekraczały 30 st. C, nagle zrobi się przedwiośnie? Brakuje jedynie topniejącego śniegu, bo temperatury i prószące dziś z nieba białe płatki wcale nie przypominają pięknego maja, jakiego się spodziewaliśmy, ruszając na wypoczynek.

Ci, co wyjechali nad morze, już chodzą w zimowych kurtkach z ciepłymi czapami na głowach. Inaczej nad Bałtykiem wytrzymać się nie da. W górach zimowe buty i rękawiczki są niezbędne, bo tam wręcz zima hula. Ale co najgorsze, prawdziwy ziąb dopiero nadchodzi.

To nie żarty. Jak wynika z prognozy pogody przygotowanej specjalnie dla dziennika.pl przez biuro prognoz Pro-Gem z Gdyni, chłody nie odpuszczą aż do końca majówki. Jak na złość akurat wtedy, kiedy tysiące Polaków zamierzają wypoczywać w plenerze, będzie wiał lodowaty wiatr. Słońce, choć nie zakryją go chmury, nie zachęci nas do opalania.

W środę ciężkie chmury zasnują północną Polskę. Najwięcej ich będzie na Mazurach. I tam też, podobnie jak na Podlasiu, będzie padać. Na dodatek będzie zimno, od 9 st. na wschodzie do 17 st. na Dolnym Śląsku. Zapomnijcie więc o wylegiwaniu się nad jeziorami lub na plażach Bałtyku. Najgorsze przyjdzie nocą. Ci, co posadzili kwiatki na balkonie, niech osłonią je przed mrozami, bo gdy zapadnie zmrok, temperatury spadną nawet do -6 st. C.

Najzimniej będzie na południu Polski, cieplej o 2-4 stopnie na wschodzie, na zachodzie jest szansa jedynie na niewielkie przymrozki.

W czwartek już nieco lepiej. Oczywiście pod warunkiem że jesteście nad morzem. Tam nieco więcej słońca, choć wciąż piekielnie zimno (8-9 st.). Niestety, chmury nie odpuszczą ani nad jeziorami, ani w górach. Słonecznie też w Polsce zachodniej i tam na pocieszenie będzie nieco cieplej. Słupek rtęci podskoczy maksymalnie do 18 st.

W nocy przymrozków już nie będzie, ale co to za przyjemność spacerować wieczorem po Zakopanem w temperaturze 1 st. albo wychylić nos z domku na Mazurach, gdy na zewnątrz raptem 2 st.?

Musimy przetrwać do piątku. Bo tego dnia powoli wracać ma do nas lato. Najpierw nieśmiało, z temperaturami do 15-17 st. C, ale w sobotę zbliżać już będą się do 20 st. C. w cieniu. To oznacza, że wreszcie będzie można zacząć się opalać. Tylko jak tu się opalać, kiedy trzeba się pakować i wracać z majówki? Bo letnia pogoda nadejdzie dokładnie na koniec długiego majowego weekendu.

W sobotę i niedzielę będzie już i słonecznie, i cieplej. Nawet do 22 st. na Dolnym Śląsku. Ale to marne pocieszenie za majówkę popsutą przez złą pogodę.