Jedną z bardziej dotkliwych konsekwencji życia w cywilizowanym świecie jest konieczność częstego przebywania w klimatyzowanych pomieszczeniach, gdzie powietrze jest suche jak na pustyni. Skóra szarzeje, staje się bardziej wrażliwa na mróz, wiatr czy szkodliwe związki chemiczne zawieszone w miejskim powietrzu. Suche powietrze źle wpływa również na stan dróg oddechowych człowieka. By zniwelować szkodliwe skutki biurowego klimatu, warto sięgnąć po najnowsze zdobycze myśli inżynierskiej. Mowa o tzw. nawilżaczach albo fumigatorach, czyli urządzeniach przywracających prawidłowy stan wilgotności powietrza.

Te najnowsze wykorzystują ultradźwięki, za ich pomocą zamieniając wodę w mgiełkę o temperaturze pokojowej. W domu możemy pokusić się o bardziej wyrafinowane sprzęty, np. jonizujący generator pary. Nie tylko produkuje on parę, ale także nadaje cząsteczkom ujemną wartość elektromagnetyczną, przez co lepiej wnikają one w głąb skóry. Naładowana ujemnie para wodna poprawia fizjologię tkanki skórnej (m.in. pobudza produkcję kolagenu).

Dbać o urodę i dobre samopoczucie pomogą również urządzenia emitujące światło LED, czyli diody elektroluminencyjne. W przyszłości mogą wyprzeć znane nam żarowe żarówki. Emitują światło o widmie identycznym jak widmo słoneczne, ale pozbawione szkodliwych promieni UV. Aby naładować się energią i poprawić stan cery, wystarczy postawić takie cudo przed sobą i kontemplować jego blask. Bardziej rozbudowane urządzenia mogą rozgrzać zmęczone mięśnie promieniami podczerwonymi. Zdaniem inżynierów, w przyszłości wykorzystanie odpowiednich kolorów światła będzie pomagać w nieinwazyjnym leczeniu problemów skórnych, np. trądziku czy utraty elastyczności.