Katarzyna Góraj została zwolniona bez uprzedzenia, pierwszego dnia po powrocie ze zwolnienia lekarskiego po poronieniu. Odważyła się jednak stanąć naprzeciw giganta i zgłosiła sprawę do sądu pracy. Niestety, wyrok zapadł na jej niekorzyść. Polskie prawo mówi bowiem, że pracodawca może rozwiązać z pracownikiem umowę niemal z dnia na dzień, jeśli ten zatrudniony jest w ramach kontraktu na czas określony.

Wyrok sądu obnażył bezradność kobiet, które chcą godzić macierzyństwo z pracą. Pokazał także, że polskie kobiety mają problemy nie tylko w supermarketach, ale też w wielkich korporacjach. Że problem dotyczy wszystkich grup zawodowych - od słabo opłacanych kasjerek po świetnie wykształcone specjalistki.
Panią Katarzynę w walce z korporacją postanowił wesprzeć DZIENNIK, oferując jej usługi prawnika. A ten twierdzi, że od wyroku można się jeszcze odwołać.


Oto niektóre z listów od Czytelników, jakie przyszły do redakcji DZIENNIKA:

Ja też poroniłam i straciłam pracę
Ze łzami w oczach przeczytałam artykuł w DZIENNIKU pt. "Odebrano jej pracę i godność". Rok temu spotkała mnie identyczna historia. Ponad półtora roku pracowałam w pewnej firmie na samodzielnym stanowisku. Pracowałam po godzinach, w weekendy (co rzecz jasna nie było wynagradzane), zawsze byłam do dyspozycji. W firmie panowały złe relacje między pracownikami, więc kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży (o którą długo się starałam), postanowiłam przez pierwszy okres nikomu nic w pracy nie mówić. Ze względu na moje problemy zdrowotne lekarz chciał od razu wysłać mnie na zwolnienie lekarskie, ale postanowiłam pracować, "no bo jak firma poradzi sobie beze mnie". Poza tym w firmie nie było mile widziane jakiekolwiek zwolnienie lekarskie. W 6. tygodniu ciąży wystąpiły u mnie objawy poronienia. Zadzwoniłam do mojego bezpośredniego przełożonego - dyrektora i przekazałam mu informację, że mam tydzień zwolnienia lekarskiego ze względu na poronienie. Poprosiłam go, żeby zachował tę informację tylko dla siebie, żeby nie robić w pracy niepotrzebnej sensacji. Lekarz chciał mnie zostawić na zwolnieniu 2 tygodnie, ale ja uparłam się, że wracam, żeby już nie myśleć o tym poronieniu, a przede wszystkim to był koniec miesiąca - a wtedy zawsze musiałam być w pracy. To był ostatni dzień miesiąca, wróciłam do pracy, gdzie przedstawiono mi nowego kolegę zatrudnionego, kiedy ja byłam na zwolnieniu. Wtedy jeszcze nie skojarzyłam faktów. Ale pół godziny później już wszystko było jasne: otrzymałam wypowiedzenie, a na moje miejsce zatrudniono już nową osobę. Wypowiedzenia nie wręczył mi nawet osobiście mój dyrektor, bo dzień wcześniej wyjechał na zagraniczne wakacje. Po prostu zostawił dla mnie wypowiedzenie... Bez żadnego pożegnania, zwykłego dziękuję za dotychczasową pracę. Jedyne, czego ode mnie oczekiwano, to natychmiastowego opuszczenia firmy.

Straszny to był cios - dla mnie, osoby ambitnej, która we wszystkich poprzednich miejscach była nagradzana za swoją pracę. Dla mnie, kobiety, która właśnie straciła ciążę i myślała, że rzucenie się w wir pracy pomoże przejść przez to trudne doświadczenie. Dlatego doskonale rozumiem, co czuła i czuje pani Kasia Góraj. Niektóre osoby radziły mi, żebym podała moją firmę do sądu. Ale ja dla własnego zdrowia psychicznego chciałam się od tego całkowicie odciąć i jak najszybciej zapomnieć. Ale nie tak łatwo zapomnieć o upokorzeniu i złamaniu godności. Pomogli mi najbliżsi i zupełnie przypadkowe osoby, które spotkałam na swojej drodze, a które na nowo pomogły mi uwierzyć w siebie. Tak naprawdę dopiero z początkiem tego roku poczułam, że tamta sprawa jest dla mnie zamknięta. Teraz jestem w 4. miesiącu ciąży i staram się na tamto doświadczenie patrzeć z dystansem. Życzę pani Kasi, żeby się odwołała od decyzji sądu i wygrała z pracodawcą. To będzie wygrana nie tylko jej, ale nas wszystkich - kobiet, które tak bezdusznie zostałyśmy potraktowane przez swoich pracodawców.
Aneta S. (proszę o zachowanie mojego nazwiska do wiadomości redakcji)

Moja żona została wyśmiana
Moją żonę pod koniec ostatniej rozmowy rekrutacyjnej pan Holender (szef firmy Bosch w Polsce) spytał, czy jako młoda mężatka chce mieć dzieci. Gdy powiedziała, że tak, zaśmiał się i powiedział, że w tej firmie to niemożliwe. Po takim pytaniu postawionym Niemce, Holenderce itp. ten pan już szefem nie byłby. Co można zrobić? Zamiast sądzić się z nimi, proponuję nie kupować produktów takich firm - na rynku jest na szczęście spory wybór! Jak spadną im obroty w Polsce to panowie z centrali na pewno spytają country managerów o powód.
Piotr

To styl wielkich korporacji
Siemens też mówi o ułatwianiu polityki wobec matek powracających do pracy, a mnie zwolniono, pomimo iż miałam podpisaną umowę na czas nieokreślony, i jak to jest tak naprawdę? Czas naprawdę zrobić porządek z samowolą wielkich korporacji
Agata

Nie znasz chwili, kiedy dostaniesz wypowiedzenie
Do napisania tej wiadomości skłonił mnie artykuł na temat zwolnienia p. Góraj przez firmę HP. Chciałbym podzielić się szczegółami pracy i zwolnienia z korporacji Pfizer z działu badań klinicznych. Kilka miesięcy ciężkiej pracy, wyprostowanie zaległego badania i audyt z wynikiem bardzo dobrym, a potem wypowiedzenie otrzymane z dnia na dzień, które było dla mnie gigantycznym zaskoczeniem. Wszystko zgodnie z prawem pracy, aczkolwiek nie do końca... bo musi upłynąć 6 miesięcy, aby mówić o mobbingu. Dziś cieszę się, że już nie jestem w tym obozie pracy i że nie jestem poniżany przez przełożoną.
Z poważaniem
Piotr Witkowski