Oznajmiłam już rodzinie tą radosną wieść. Moi rodzice szczęśliwi, to już piąte wnuczę. Ostatnie urodziło się dwa miesiące temu. Po Zosi, córce mojej starszej siostry oraz moich dwóch pannach, pojawił się Józio - syn jej młodszej siostry. Najmłodsza do roli mamy przygotowuje się na razie merytorycznie zabawiając siostrzenice i siostrzeńca.

Jakoś nie mogę się zdecydować, żeby oznajmić dziewczynkom, że będą miały rodzeństwo. Boję się, że gdyby coś się stało, co na tak wczesnym etapie ciąży należy brać pod uwagę, bardzo by to przeżyły. Inna rzecz, że kiedy im powiem mogę się spodziewać kilka razy dziennie pytania: - Kiedy urodzi się dzidziuś?. Zdecydowanie jeszcze poczekam. Na razie z rozrzewnieniem patrzę na Weronikę klęczącą przed ikoną i modlącą się o braciszka. Mam nadzieję, że nie straci wiary, kiedy urodzę kolejną siostrzyczkę.

Teraz czeka mnie zrobienie pierwszych badań. Najbardziej obawiam się toksoplazmozy. Choroby bardzo niegroźnej dla ludzi, ale niebezpiecznej dla płodu. O tej paskudnej chorobie dowiedziałam się w pierwszej ciąży kiedy przygarnęłam małego kotka. Okazało się wtedy, że od kota między innymi można zarazić się toksoplazmozą. Na szczęście okazało się, ze nasza mała, ślepa koteczka nie jest nosicielem tego wirusa i może spokojnie u nas mieszkać. I mieszka nadal, tyle, że od kiedy przeprowadziliśmy się na wieś kotka swobodnie wychodzi na zewnątrz i mogła zarazić się od innego kota. Cóż, zobaczymy. Pocieszam się, że w razie czego antybiotyki powinny zminimalizować ryzyko zarażenia dziecka.