Jest jeszcze za wcześnie, żeby zrobić test. Muszę poczekać przynajmniej trzy dni. Moje dwie córki dbają o to, żebym za często nie zadawała sobie hamletowskiego pytania „jestem w ciąży, czy nie jestem?” - wypełniają mi dzień rozrywkami od rana do wieczora. Trzy dni mijają niepostrzeżenie i wreszcie kładę się spać z myślą, że już jutro rano się dowiem. Wstaję z kurami i biegnę do łazienki.

Niech żyje kobieca intuicja! Jestem w ciąży!!! Dwie piękne krechy nie pozostawiają wątpliwości. Czyli przeżywamy tę przygodę po raz trzeci. Jestem kompletnie zaskoczona, chociaż przecież chciałam, tęskniłam za maleństwem, które jeszcze nie pyskuje, nie tupie nogami, nie wybrzydza przy wyborze stroju. Ale wcale nie tęskniłam za wiecznymi mdłościami, sennością, ciągłym rozdrażnieniem. A to mnie na pewno czeka. Nie będę mogła tak jak w pierwszej ciąży rozkoszować się swoim stanem, użalać nad sobą, spać nieprzyzwoicie długo. Nie mogę iść na zwolnienie, bo nie pracuję, to znaczy pracuję na dwa etaty nawet, ale dzieci zwolnienia mi nie dadzą. Już sobie troszkę domowe życie poukładałam, spacer, obiad, kawa, gazeta, a tu nagle taka rewolucja. I to mi się podoba, nie lubię małej stabilizacji, która trąci nudą. Teraz na pewno nie będę się nudzić.

Ale muszę dać sobie trochę czasu na oswojenie się z myślą o trzecim dziecku. Powiem tylko mężowi, reszta świata musi poczekać. O jednym i najważniejszym zapomniałam napisać - ogromnie się cieszę!