Dziennik.plKobieta

Poniedziałek, 21 maja 2012

Imieniny: Kryspina, Wiktora, Jana

Pogoda: Warszawa Dziś

temp. 37°C

Marysia Sadowska: Żyjemy w totalitaryzmie

2009-07-01 | Ostatnia aktualizacja: 02:04 | Komentarze: 0 | skomentuj

Z Marią Sadowską rozmawiamy o tęsknocie za fermentem kulturalnym i terrorem wysokiej kultury, o ginącej przyjemności posiadania płyty fizycznie, o tym, z czego żyje dziś artysta oraz o jej (nie)podobieństwie do Lady GaGa.

Pogoda

POLSKA

Poniedziałek 2012-05-21

temp. min 5°C max. 30°C
opady: śladowe opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Tomek Lipiński powiedział niedawno, że to smutne, że przez 20 lat wolności nie dorobiliśmy się rynku muzycznego z prawdziwego zdarzenia.
MARIA SADOWSKA: I nie wygląda na to, żeby miało się coś zmienić. Teraz słyszymy jeszcze o kuriozalnej sytuacji w Opolu, gdzie artyści mają grać z półplaybacku, sami opłacić sobie muzyków, hotel i klipy promocyjne przed festiwalem. Za występ też nic nie dostaną. To się po prostu w głowie nie mieści.

Jak więc wygląda sytuacja artysty na polskim rynku muzycznym?
Czasem wydaje mi się, że to cud, że nasz rynek jeszcze trzyma się kupy. Artysta cały czas stoi w pozycji proszącego się u rozmaitych pism, stacji radiowych czy innych mediów, bo tak naprawdę dla nikogo nie jest partnerem dla rozmów. Rozmawiamy przecież w chwili, kiedy status złotej płyty osiąga się po sprzedaży zaledwie 15 tysięcy egzemplarzy płyt. 10 lat temu było to 100 tysięcy!

Ale nie dziwisz się chyba, że ludzie nie kupują płyt? Są po pierwsze za drogie, a po drugie - gdy ktoś po studiach zarabia 1500 złotych, to rozumiem, że woli ściągnąć płytę z internetu.
Masz rację, jednak ludzie, którzy mają pieniądze też płyt nie kupują, bo nie są tego nauczeni. Jeśli już im się zdarzy, to na pewno nie kupią polskich artystów, bo ci wydają im się czymś gorszym. Zresztą w ogóle kupowanie czegoś fizycznie powoli odchodzi do lamusa. My mamy jeszcze wdrożone, że fajnie dotknąć czegoś, postawić sobie na półce. Kiedy zaczniemy kupować pliki muzyczne padnie idea albumu.

Zaczną się sprzedawać poszczególne piosenki…
A kiedy walczysz tylko jedną piosenką, to musi to być hit, przebój. A ja na przykład jestem antyprzebojowa. To, co się podoba masie, wcale nie jest najciekawsze muzycznie. Nigdy najlepszy numer płyty nie jest singlem medialnym. Poza tym, album to skończona wypowiedź artysty, efekt pracy półtora roku, pewnych przemyśleń, nastrojów i inspiracji. Co można powiedzieć jedną czy dwoma piosenkami? A jak będziemy sprzedawać je na sztuki, to już nikt nie będzie miał powodu, żeby zbierać materiał na całą płytę.

Jest jakiś powód, dla którego twoja płyta wyszła niemal w rocznicę upadku komunizmu? To właściwie stało się przypadkiem. Zgrało się to zresztą idealnie. Jak wybieraliśmy „Rewolucję” na singla, to też nie zastanawialiśmy się nad tym, w jaki kontekst to wejdzie. Wtedy jeszcze jakoś nie mieliśmy tej daty przed oczami. A tu jeszcze zaraz po premierze, wybory do Europarlamentu...

Ja tak to odczytałam, że to jest twoja wypowiedź na temat: „co zrobiliśmy z naszą wolnością po 20 latach”.
Rzeczywiście, coś w tym jest, szczególnie singiel „Rewolucja” pasuje do tej teorii. To jest trochę taka spowiedź dziecięcia wieku, podsumowanie młodości/dorosłości mojej i znajomych.

No to powiedz, co zrobiliśmy z tą wolnością?
Ja uważam, że my zapłaciliśmy za tę wolność właśnie brakiem rewolucji. Wszystko, przeciwko czemu chcielibyśmy się buntować zniknęło, zanim mieliśmy na to szansę. Wkroczyliśmy w nowy świat. Wszystkiego pod dostatkiem, wszędzie można pojechać, można być kimś się tylko chce. Jeszcze nie wiedzieliśmy, czym będzie kapitalizm i jakie są jego pułapki, tu niby też jest się przeciwko czemu sprzeciwiać, tylko że już się jakoś nie chce. Ja także jestem już na takim etapie, że bunt nie jest mi już potrzebny do niczego. Pozostała tylko taka tęsknota za czymś…

Myślisz więc, że naszym rodzicom było łatwiej, bo wiedzieli, o co im chodzi w życiu? A my mamy tak wiele kierunków do wyboru, że trudno zdecydować się na jeden konkretny?
Na pewno było im łatwiej moralnie, bo dobre i złe było łatwe do określenia. Poza tym, wtedy sztuka i kultura miała o wiele większy wymiar, oddźwięk wśród ludzi. Moi rodzice grali jazz, który był zakazany - już samo przyjście na koncert było wtedy jakąś manifestacją swoich poglądów. Muzykę traktowano bardzo emocjonalnie. Mówiąc gwiazda, myślało się: Ewa Demarczyk, Marek Grechuta, ludzie ich kochali i nie było to dla nich wcale za trudne.

Może teraz muzyka zwyczajnie zmieniła swoją rolę…
Została po prostu zdegradowana do roli tła. Nie ma już etosu słuchania muzyki. Nikt nie czeka na premierę jakiejś płyty z utęsknieniem. I nie ma też w naszym życiu specjalnie wydzielonego czasu na słuchanie płyt. Muzyka leci w aucie, windzie, restauracji, galerii handlowej – idea jest taka, żeby towarzyszyła nam cały czas, ale nie przeszkadzała. Jak już jest zbyt nietypowo aranżacyjnie to niedobrze, bo jeszcze nam przeszkodzi w rozmowie. Tego właśnie moim rodzicom zazdroszczę. W ich czasach muzyka miała swój ciężar, swój ładunek, oni mogli robić rewolucję muzyczną. My możemy tylko próbować utrzymać się na powierzchni. Oni może nie mogli podróżować gdzie chcą, kupować tego, na co mają ochotę, ale ferment kulturalny był...

> czytaj dalej

Źródło: dziennik.pl
123następna »

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane

Najczęściej komentowane

«