W kioskach ukazało się właśnie specjalne wydanie miesięcznika "Pani" – na okładce widnieje Pierwsza Dama Ameryki. Specjalnie dla polskiego pisma Michelle Obama opowiada o swoim życiu w Białym Domu i własnej, porzuconej chwilowo karierze. W końcu nie każdy może być pierwszą w historii afroamerykańską prezydentową.

Jak przyznaje Pierwsza Dama USA prezydentura Baracka paradoksalnie wpłynęła pozytywnie na ich relacje małżeńskie. Scaliła ich i zbudowała mocniejszą więź. Gdy jej mąż zaczynał robić pierwsze kroki w kierunku kampanii wyborczej, przeżywali trudne chwile. Michelle pracowała, zajmowała się dziećmi i cały dom był na jej głowie. A męża nie oglądała wtedy wcale. "Teraz – jak twierdzi pierwsza dama – ich życie prywatne jest lepsze i bardziej harmonijne niż kiedykolwiek".

Michelle wstaje o 5.30 rano, trenuje w prywatnej siłowni i zasiada do wspólnego z Barackiem śniadania. Być może to jedyny ich posiłek razem w ciągu dnia, choć starają się codziennie spotykać z dziećmi przy kolacji. Barack jeśli tylko nie musi jechać w delegację, kładzie córki spać.
W Białym Domu para prezydencka czuje się świetnie. Paradoksalnie, jak mówi Michelle, nigdy nie mieli z mężem dla siebie tyle czasu co teraz. A sekret ich dobrego samopoczucia polega na połączeniu humoru i luzu z dbałością o formę fizyczną, bo Barack jest w tym punkcie szalenie konsekwentny. Nigdy nie opuszcza zajęć na siłowni.

Choć ciągłe bycie pod obstrzałem mediów i spojrzeń zwykłych ludzi nie jest łatwe, Michelle Obama mówi, że kluczem do dobrego związku jest przyjaźń i wzajemny szacunek. "Wyciągnęłam na loterii dobry los" – mówi się Michelle.

Cały artykuł "Michelle Obama: Pierwsza taka dama" możesz przeczytać TU

_________________________________________________

NIE PRZEGAP:

>>> Największy błąd Jolanty Kwaśniewskiej
>>> Kto rozwścieczył feministki?
>>> Gwiazdy, które kochają się w ukryciu
>>> Małgorzata Foremniak: Mam osobistego trenera