Modelowym przykładem konfliktu rozgrywanego w świetle fleszy była sytuacja między Justyną Steczkowską a Dodą. Lodowisko programu "Gwiazdy tańczą na lodzie" aż płonęło, ale nie od wyczynów gwiazd w duetach z łyżwiarzami, tylko od ciągłych pyskówek. Właściwie trudno było nazwać je pyskówkami, były to raczej monologi... Justyna nie była w stanie (no, może raz jej się to udało) zareagować właściwie na co najmniej niewybredne docinki Dody, ale z drugiej strony - po co miała to robić? Istnieją jednak w show-biznesie pewne podejrzenia co do podłoża tego sporu - wielu uważa, że był on starannie wyreżyserowany. Doda miała być diablicą, a Jusia - anielicą. No, jeśli nawet tak było, to pomysłodawcy można pogratulować: oglądalność wzrosła!

KONFLIKT NA PRAWDZIWYM FIRMAMENCIE

Krystyna Janda i Joanna Szczepkowska to indywidualności tak wielkie, że zabrakło dla nich miejsca w jednym teatrze. Janda rzuciła Teatr Powszechny, bo nielubiana przez nią Joanna Szczepkowska została w 2004 roku członkiem Rady Artystycznej. Panie co jakiś czas podgryzały się mniej lub bardziej kulturalnie, a Szczepkowska nawet powiedziała wtedy: "Ja nawet nie myślę o pani Jandzie. To raczej ona ma jakiś problem ze mną. Już wielokrotnie próbowała mnie dotknąć w tych swoich pamiętnikach". Wygląda więc na to, że sprawy zaszły wówczas dość daleko i gwiazdy naprawdę się nie znosiły.

Ale ostatnio lody zostały ostatecznie przełamane, a to dzięki... dzieciom obu artystek. Córka Szczepkowskiej Hanna Konarowska i córka Jandy Maria Seweryn zagrały główne role w jednym spektaklu. Gdy się zaprzyjaźniły, ich mamy doszły do wniosku, że dalsza wojna nie ma sensu. I w gruncie rzeczy jest bardzo śmieszna.

DZIENNIKARSKA WOJNA

O wojnie Kingi Rusin i Jolanty Pieńkowskiej cała Polska dowiedziała się kilka tygodni temu, a to dzięki tabloidom. Podobno prezenterki wręcz nie mogą znieść swojej obecności, a konflikt trwa już od 20 lat. Nie pojawiają się wspólnie nawet na firmowych imprezach. O ich wzajemnej nienawiści krąży wiele anegdotek. Na przykład, że Rusin nakrzyczała na asystenta za to, że dał jej pismo z Pieńkowską na okładce. Sama Rusin dość ostro zareagowała na te doniesienia, uznając je za stek bzdur. Jaka jest prawda? Nikt jej nie zna poza samymi zainteresowanymi. A że obie starają się być damami, na pewno jej nie poznamy. Chyba że zgodnie z naszą wcześniejszą przepowiednią panie złapią się kiedyś za włosy. Na wizji.