Sprzątanie, tak jak wszystko, trzeba dobrze zaplanować. Nie możesz przez całą sobotę biegać od pokoju do pokoju, usiłując po trochu "ogarnąć" każde z tych pomieszczeń. Podpowiemy ci kilka prostych trików. Do pracy przystąp metodycznie.

PIĄTEK TAK, SOBOTA I NIEDZIELA NIE

Pierwsza zasada: postaraj się wszystko zrobić w piątkowy wieczór. Tak, wiemy - jesteś padnięta po całym tygodniu pracy. Ale pomyśl, jaką nagrodą będą dla ciebie DWA całkowicie wolne dni, bez potrzeby oglądania wiadra i mopa. Weź się w garść i pomyśl, że piątkowe sprzątanie to rodzaj treningu - taka siłownia plus aerobik, tylko tańsze, na miejscu i z podwójnym pożytkiem!

DO DZIEŁA!

Zaplanuj swój czas: godzina na każde pomieszczenie. Starczy, chyba że ambitnie postanowiłaś umyć okna (ale przecież niedawno była Wielkanoc, przed nią twoje szyby zalśniły jak najczystsze diamenty, więc nie przesadzaj). Zanim jednak przystąpisz do działań, włącz pranie i wstaw zmywarkę. Oba pracują bez twojej pomocy (dziękujemy wynalazcy tych urządzeń). Najwięcej czasu spędza się zazwyczaj w kuchni i łazience, ale uwierz: 60 minut to czas, który absolutnie ci wystarczy. Zakładamy, że nie jesteś właścicielką 300-metrowej willi, bo w takich domach to sprzatają siły fachowe.

Trzymaj się zasady: najpierw suche, potem mokre. Czyli najpierw przetrzyj kurze, ułóż wszystko na odpowiednich miejscach - jednym słowem wykonaj to, co nie wymaga moczenia rąk. Na koniec odkurz (ale pamiętaj o ciszy nocnej, która zazwyczaj zaczyna się o 22) i wypieść podłogi na mokro.

A w sobotni poranek wyśpij się na tak zwanego maksa, przeciągnij rozkosznie i... idź do fryzjera. Nic tak bowiem nie poprawia kobiecie nastroju, jak wizyta w salonie piękności. Umycie i ułożenie włosów nie powinno kosztować więcej niż 30 złotych, a na taki luksus możesz sobie pozwolić. Zobaczysz, poczujesz się jak nowo narodzona.