Dziennikarka brytyjskiego "Guardiana", Eleonor Bailey ledwo ochłonęła po świątecznym szaleństwie, a już podzieliła się z czytelnikami swoimi refleksjami o niebezpieczeństwach, jakie czyhają w sklepach na dzieci i ich rodziców.

Tyrania różu

Kiedy wędrowała po sklepach z zabawkami, dominującym kolorem w sekcji dla dziewczynek był kolor różowy. Wszechobecny od piżamek po piórniki, przez łóżeczka dla dzieci po wózki dla lalek. Na każdym kroku i nie do uniknięcia, w dzieciach wywoływał nieopanowaną chęć posiadania, w Eleonor wywołał co najmniej zdziwienie swoim nierealnym i wręcz makabrycznym wyglądem.

Skąd nagle ta niepohamowana pasja producentów do koloru różowego? Wiadomo, że jeśli zapyta się kogoś, jaki kolor lubią małe dziewczynki, wszyscy bez zastanowienia myślą o różowym. Sprawy nie polepsza fakt opublikowania w 2008 roku badań, które wykazały, że dziewczynki po prostu naturalnie wolą kolor różowy. Hasło to obiegło latem cały świat, a mało kto wspomniał, że wyniki oparto na rozmowach z 208 dziewczynkami…

Wolny wybór

Różowy kojarzy się z bajkami, z czymś słodkim i miłym. W końcu każda dziewczynka chce wyglądać jak księżniczka. Problem tylko w tym, że nie tylko dzieci odkryły cudowną właściwość tego koloru. Specjaliści od marketingu szybko zwęszyli dobry interes, bo towar w kolorze różowym znika z półek szybciej. Sprzedawczyni w Marks & Spencer zapytana przez Bailey, dlaczego mają bieliznę nocną tylko w kolorze różowym, odparła: "Na nic innego nie ma zapotrzebowania". Jak to możliwe, skoro wartością wolnego rynku jest wybór?

Wygląda na to, że chcąc kupić córeczce nową lalkę albo sukienkę nie mamy innego wyjścia jak tylko polubić róż.

W czym MAMY problem?

Eleonor popytała swoich znajomych i okazało się, że niemal nikomu nie przeszkadza "różowa psychoza". Skoro dzieci ten kolor rzeczywiście lubią i same o niego proszą, to w czym rzecz?

Jak się okazuje, że problem jest, tylko ukryty bardziej niż mogłoby nam się to wydawać. Psycholog Lyn Mikel Brown, autorka książki mówiącej o mechanizmach reklamowych sterujących dziećmi, zapewnia, że "nie widzimy pełnego obrazu sytuacji. Jeśli zbierze się razem wszystkie te różowe rzeczy i zobaczy jak zawężony w gruncie rzeczy wybór mają małe dziewczynki, i jak spece od marketingu stwarzają w nich pragnienie wyrażenia ich indywidualności za pomocą akcesoriów, zrozumiemy, jak szkodliwe to jest".

Noreen Marshall, kurator dziecięcego oddziału Victoria & Albert Museum we wschodnim Londynie przyznaje, że różowy ma swoje właściwości komercyjne, ale ona także zauważyła, że sprawa w ciągu ostatnich 10 lat wymknęła się spod kontroli. "Potrzebna nam antyróżowa kampania" – mówi Marshall.

Psychologowie uważają, że dziecięca psychika pod wpływem różu ulega z czasem pewnym wypaczeniom. To tak, jakby dziecko już od początku nieświadomie wysyłało sygnał : jestem zainteresowana tylko swoim wyglądem. Tak też jest zresztą odbierane przez swoich rówieśników i dorosłych, wychowanych w końcu na tych samych filmach typu "Pamiętnik księżniczki”. Jeśli po wszystkich osiągnięciach feminizmu, jedyne co możemy zaproponować dorastającym dziewczynkom to różowy świat lalki Barbie, to jest to bardzo ponura wizja.

Seksualizacja różowego

W różowym kryją się także inne niebezpieczeństwa. Małe dziewczynki, niepostrzeżenie, w swoim uwielbieniu dla różu mogą przejść na inny poziom słodyczy. Ten kolor kojarzy się niestety także z seksem i porno biznesem. Różowy to w końcu kolor króliczków z Playboya, w skrajnej postaci kolor kiczu tożsamy z wizerunkiem Jolanty Rutowicz.

Dzieci dojrzewają teraz coraz szybciej i niedobrze, że zaczynają używać rekwizytów, które są przynależne dorosłym. W niektórych sklepach można kupić różowe staniczki dla dziewczynek nieposiadających jeszcze w ogóle biustu, aby w wieku kilku lat już mogły poczuć się kobietą. Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne ma nawet specjalny zespół, który obserwuje to zjawisko w mediach. Twierdzą oni, że istnieje bezpośrednie połączenie pomiędzy seksualizacją dziewczynek w mediach za pomocą koloru różowego a początkami depresji, zaburzeniami odżywiania i niską samooceną, jednak nie ma w tej chwili wiarygodnych badań w tej kwestii.

Czy naprawdę dziewczęca pewność siebie musi być powiązana z poradami rodem z dziewczęcej "Księgi Stylu" ("The Girls' Book of Glamour: A Guide to Being a Goddess", autorstwa Sally Jeffrie)? Nie, jeśli wytłumaczymy dziecku, że kolor nie określa jego tożsamości i że w byciu innym (nie-różowym) kryje się też pewna wartość. Jeśli będziemy w naszych dzieciach pielęgnować ich indywidualność i poczucie własnej wartości, epidemia różu być może będzie miała w naszym domu łagodny przebieg.