Kiedyś mówiono, że po ukończeniu 35. roku życia, dla mediów kobieta umiera. Potem ta granica przesunęła się do czterdziestki. Ale odkąd gwiazdy Hollywoodu przeżywają rozkwit swojej kariery wchodząc w wiek dojrzały, dawne reguły przestają się liczyć.

Gdzieś z tyłu głowy krąży nam przekonanie, że granica 40 lat oznacza, że najlepsze mamy już za sobą. A przecież Maria Curie Skłodowska w wieku 44 lat otrzymała Nagrodę Nobla w dziedzinie chemii za otrzymanie czystego radu. Kobieta po 40-tce jest u szczytu swoich możliwości intelektualnych i seksualnych, ma bogate życiowe doświadczenie, często odchowała już dzieci, nie ma potrzeby katować się dietami i wreszcie może zacząć odcinać kupony od tego, na co pracowała przez całe lata.

Nicole Kidman - naturalne piękno miłości

Przykład Nicole Kidman udowadnia, że z wiekiem kobieta tak jak wino nabiera smaku. Pamiętamy Nicole z czasów, kiedy była żoną Toma Cruise’a. Nie do końca dobrze ubrana, ze zmierzwionymi włosami, zawsze o krok z tyłu. Przyjmowała tylko te propozycje filmowe, na które dominujący mąż wyrażał zgodę.

Skrzydła rozwinęła dopiero po rozwodzie. Z załamania podniosła się dwa razy silniejsza, odmieniła swoją garderobę i szybko została twarzą Chanel i muzą Karla Lagerfelda. Najlepsze role trafiły jej się w okolicy 40-tki. "Godziny", "Piętno", "Futro" (w roli artystki Diane Arbus) czy ostatni film, który oglądamy w kinach od konca grudnia.

"Australia", to epicki dramat nakręcony przez zaprzyjaźnionego z aktorką Australijczyka Baza Luhrmanna. Nicole gra tu angielską arystokratkę, która po śmierci męża obejmuje w Australii wspaniałą farmę. W obliczu zagrożenia, łączy swoje siły z nieokrzesanym poganiaczem bydła (w tej roli Hugh Jackman) i przejeżdża na czele 1500 sztuk bydła przez setki mil obcego kraju, by walczyć o swoje miejsce na ziemi.

Realizacja filmu była niezwykle wyczerpująca fizycznie ze względu na panujące upały, susze i niewygody. Jednak Nicole zacisnęła zęby i uczyła się ujeżdżać konie. Jej filmowa postać przewraca do góry nogami całe swoje życie. Przykład na to, że można sobie zapracować na szczęście w wieku średnim, Nicole Kidman daje też swoim życiem osobistym.

W 2006 roku wyszła za mąż za muzyka country Keitha Urbana, a w lipcu 2008 urodziła pierwsze biologiczne dziecko. Już wcześniej wychowywała już dwójkę adoptowanych (dziś niemal nastolatków) z czasu małżeństwa z Tomem Cruisem.

Nicole dopiero teraz w pełni korzysta z uroków macierzyństwa. Jest szczęśliwa, spełniona i nie musi walczyć o pozycję na rynku, bo do jej drzwi i tak ustawiają się kolejki z propozycjami. Nicole podkreśla w wywiadach, że można starzeć się z godnością. Magazynowi "Marie Claire" powiedziała, że wcale nie musiała korzystać z kilkunastu interwencji skalpela żeby wciąż utrzymywać się na topie.

"Szczerze mówiąc, jestem całkowicie naturalna. Nie mam w twarzy ani gdziekolwiek indziej nic sztucznego. Używam kremów z filtrem i nie palę. Umiem o siebie zadbać i jestem z tego dumna!" - mówi. Nicole zdradza też, że sekretem jej piękna jest udane życie miłosne: "Zakochać się - to naprawdę działa".

Halle Berry - promienny blask młodej matki

Również Halle Berry zdecydowała się na dziecko po 40-tce. W tej chwili młoda mama ma 42 lata a jej córeczka Nahla ma prawie 9 miesięcy. Od kilku lat Berry jest twarzą kosmetyków kolorowych Revlon i nikomu z zarządu firmy nie przyszło do głowy, żeby wymienić ją na "młodszy model".

Kobiety chcą wyglądać tak zdrowo i świeżo jak Halle Berry, ona motywuje je do swobodnego trybu życia. Halle nie lubi czerwonego dywanu, woli spacery ze swoją córeczką, luźne sukienki, sandałki na płaskim obcasie. Nie przejmuje się też dietą, czując się swobodnie na między rozmiarami 38 i 40.

Nie czuje już presji idealnego wyglądu, bo dla niej potwierdzenie jej kobiecości leży w pchanym przed nią wózku. Jednak Berry nie odżegnuje się od interwencji chirurgicznej, nie lubi zamykać sobie drogi do jakichkolwiek rozwiązań. W zeszłym roku powiedziała amerykańskiej wersji "Reader’s Digest" że na razie nie miała operacji plastycznych, jednak nie zamyka sobie drogi ku nim: " to na pewno jedna z tych rzeczy, o których nigdy nie powiem nigdy".

Aktorka mimo to ma nadzieję, że nie będzie potrzebowała interwencji skalpela. Wolałaby nie skupiać się na swoim wyglądzie aż tak bardzo. Są też inne walory życia. Swoje refleksje po urodzeniu dziecka zdradziła magazynowi "In Style": "Mam teraz tyle energii i radości w sobie. Moja skóra promienieje od tych wszystkich hormonów. Tak naprawdę używam teraz mniej make-up’u niż kiedyś!".

Zawodowo Halle również kwitnie. Już nie wybiera propozycji typu kobieta-kot, tylko skupia się na poważnym aktorstwie. Dopiero co nakręciła film "Tulia" z legendarnym reżyserem Johnem Singeltonem o zamieszkach rasowych w teksańskim mieście w 1999 roku (premiera w 2009 roku).

Zagrała też w telewizyjnym filmie o czarnoskórych patriotach Ameryki, "For Love of Liberty". Chętnie angażuje się także w akcje charytatywne (rak piersi, Fundacja Lance’a Armstronga, Make a Wish Foundation i wiele innych), bo uważa, że należy oddać społeczeństwu część otrzymanych od niego przywilejów.

Teri Hatcher - dzieli się swoim doświadczeniem

W "młodości" nie powodziło się jej najlepiej. Nie dostała roli na miarę swojego talentu, często nie miała co włożyć do garnka. Swoją szansę dostała dopiero kilka lat temu, kiedy wygrała casting na role w serialu "Gotowe na wszystko". A już zamierzała się poddać po serii niepowodzeń i szybko topniejącym koncie.

Wytrwałość Teri została nagrodzona. Teraz przoduje w rankingach popularności, wydała w zeszłym roku książkę "Spalony tost", w której lekkim tonem sprzedaje swoje życiowe doświadczenia. Z humorem dzieli się swoimi przemyśleniami na temat życia i szczęścia osobistego. Dopiero niedawno zrozumiała, że nie można smacznych kąsków zostawiać dla innych, samemu zjadając sucharki.

Książka Teri zrobiła w Stanach furorę w modnej tam kategorii poradnikowej. Jest szansa, że zainspiruje do walki o siebie kolejne kobiety. Może też cześć z nich przyjmie taki punkt widzenia odtwórczyni roli serialowej Susan. Na portalu American Online aktorka powiedziała, że nigdy nie używała botoksu ani nie robiła sobie innych operacji, niezależnie od tego, co się o niej mówi.

Jej sekret, to butelka wina otwarta przez 4-5 dni. Nie nadaje się już potem do picia, ale z wina uwalniają się wtedy antyoksydanty, a wtedy Teri wlewa wino do kąpieli i ma prosty zabieg kosmetyczny odmładzający skórę.

Demi Moore - sprytnie manipuluje mediami

Sposobem na zachowanie młodości i obecność w mediach może też być zainteresowanie prasy swoim życiem prywatnym. Nieważne co mówią, byle gadali. Demi Moore (46 lat) najpierw została potępiona za romans z aktorem Ashtonem Kutcherem, młodszym o 18 lat. Jednak kiedy pobrali się w maju 2005 roku, nagle wszystkie panie dookoła zaczęły Demi naśladować (m.in. Madonna i polska Małgosia Foremniak).

Aktorka zapoczątkowała nowy trend i przełamała pewne tabu społeczne. Dzięki niej starsza kobieta nie musi już teraz ukrywać związku z młodym mężczyzną. Demi nie robi sobie wiele z tego, co mówią o niej ludzie. Media zadziwia jej wyluzowany styl życia, przyjaźń z byłym mężem a nawet pomaganie mu w kłopotach sercowych.

Demi lubi trudne tematy i nie boi się kontrowersji. Już kilka lat temu po raz pierwszy rozpętała społeczną dyskusję, gdy po filmie "W sieci" zaczęto mówić o tym, że kobiety też mogą molestować mężczyzn. W 2007 roku w filmie "Flawless" zagrała z kolei kobietę, która pomimo wysokich kwalifikacji, nie może przebić się przez zawodowy szklany sufit w swojej firmie. W odwecie, postanawia okraść firmowy skarbiec wypełniony 2 tonami diamentów.

Oskarżana przez tabloidy o liczne operacje plastyczne Moore, nie robi sobie wiele z tych plotek. Wyliczono, że do tej pory wydała jakieś 3 miliony dolarów na rozmaite peelingi chemiczne, wybielanie zębów, zastrzyki z kolagenu, liftingi twarzy i podniesienia kolan i pośladków. W odpowiedzi, Demi zaśmiała się w twarz brytyjskiemu "Guardianowi". "Czy mam zamiar ich pozwać? A co mnie to w ogóle obchodzi?" - wzruszyła ramionami.

Teraz próbuje sił w reżyserii. W 2008 roku nakręciła krótkometrażowy film ze swoją córką Rumor Willis w jednej z ról. "Starck", to opowieść o studentce, która dzięki swojej odwadze uczy się akceptować samą siebie. Demi wychowała już na swoim przykładzie pokolenie kobiet w jej wieku. Czas na młodą krew.

Nigella Lawson - żyj pełnią życia

Przykładem dla wielu kobiet jest także Kuchenna Bogini, jednak z innego niż Demi powodu. Nigella (teraz 48 lat) sukces osiągnęła błyskawicznie, ale dopiero po 40-tce. Momentem kluczowym była śmierć jej pierwszego męża na raka przełyku . Dopiero wtedy redaktorka "Sunday Times'a'" uczyniła swoją pasję sposobem na życie.

Zaczęła prowadzić program kulinarny, który z miejsca wspiął się na szczyty rankingów popularności. Potem przyszły książki kucharskie, akcesoria kuchenne sygnowane przez Nigellę i cała masa innych dodatkowych obowiązków. W 2003 roku wyszła ponownie za mąż za milionera i filantropa Charlesa Saatchiego, który znany jest z tego, że też potrafi czerpać uroki z życia.

Nigella przede wszystkim stawia na zmysły. Kocha jedzenie, długie rozmowy i proste przyjemności. Dzięki temu stała się boginią seksu, co nie było tak oczywiste przy jej rozmiarze (waha się pomiędzy 40 a 42). Pokazała kobietom, że seksapil nie leży w szczupłym ciele, tylko w bogatej osobowości.

Otoczenie będzie postrzegać cię tak, jak sama siebie widzisz. Dobry wygląd pochodzi według niej z tego, co ma się w środku.. "Uważam, że na twarzy wiekiem odbija się rozczarowanie i brak szczęścia w życiu" - mówi Nigella.

Otwarcie przyznaje, że korzysta z pomocy trenera, jednak nie dla urody, tylko dla zdrowia. Za bardzo seksowne uważa noszenie pończoch na co dzień: "one nigdy nie zawiodą, kiedy chcesz się poczuć sexy" - zauważa.

W 2008 roku nie pracowała już tak intensywnie, więcej korzystała z życia. Choć wciąż produkuje swoje kulinarne programy i wydaje książki (ostatnio "Nigella’s Christmas Kitchen"), to zdaje się zwalniać i skupiać na życiu rodzinnym. Co oczywiście natychmiast staje się trendem naśladowanym przez Brytyjki w każdym wieku.

Każda z tych kobiet ma inny przepis na sukces, każda z nich ma inne priorytety. Ich cechą wspólną jest to, że robią to, co lubią. Nie wierzą w stereotypy i nie przejmują się tym, co powiedzą o nich ludzie.