Popularna brytyjska aktorka umieściła zdjęcie, na którym przytula miesięcznego synka, w popularnym serwisie społecznościowym My Space. Jej gest wywołał euforię na forach internetowych. Chociaż gwiazda jest w dżinsach i bez makijażu, a dziecko nie różni się niczym od miliardów innych noworodków, fani prześcigają się w komplementach. "Piękna matka z pięknym synkiem" - piszą rozanieleni i podziwiają jej bezinteresowność w dzieleniu się osobistą radością.

>>> Przeczytaj o planach macieżyńskich Jennifer Lopez

Nic dziwnego. Kiedy jest się kimś tak znanym, jak Driver, wrzucenie pierwszego zdjęcia nowo narodzonego dziecka tak sobie do My Space to strata co najmniej kilkuset tysięcy funtów. Największe europejskie i amerykańskie pisma typu live licytują jedno przez drugie niebotyczne sumy za prawo do pierwszeństwa w publikacji podobizny potomków światowych celebrities, a Minnie Driver niewątpliwie do nich należy, choćby dzięki roli w filmie "Buntownik z wyboru". Za przykład mogą służyć Angelina Jolie i Brad Pitt, którzy na sprzedanej na wyłączność sesji do "People Magazine" zarobili 4 mln dolarów, a kolejne 3,5 dostali od pisma "Hallo" za możliwość publikacji zdjęć w innych krajach niż Stany Zjednoczone. Nawet znany tylko z tego, że jest mężem Britney Spears, Kevin Federline zainkasował za swoją sesję z synkiem swoim i gwiazdy 500 tys. dolarów. Driver natomiast pokazała światu dziecko zupełnie za darmo.

>>> Przeczytaj, co Nicol Kidman, opowiada w magazynach o narodzinach swojej córki

Czy to nowy trend? - pytają plotkarskie portale. Postawa brytyjskiej aktorki jest nietypowa nawet w porównaniu z zachowaniem polskich celebrytów, choć oni o splendorach zachodnich gwiazd mogą jedynie pomarzyć. Cóż - cena za prywatność gwiazdy jest tak wysoka, jak wysoko sięga gwiazda, która ją sprzedaje. W Polsce więc płaci się mniej.

"Właściwie powszechnie znany jest tylko jeden przypadek gwiazdy, która za sesję z dzieckiem dostała pieniądze" - mówi specjalistka od załatwiania rodzinnych sesji zatrudniona w jednym z polskich luksusowych pism kobiecych. "To była Edyta Górniak, która pozowała razem z mężem i synkiem Allanem dla pisma <Gala>" - wspomina. Zanim jednak magazyn kupił obrazek rodzinnego szczęścia popularnej polskiej piosenkarki, ta przeszła przez prawdziwy tor przeszkód złożony z całych zastępów paparazzich, którzy próbowali zrobić podobny obrazek zupełnie za darmo i bez stylizacji. Gdyby im się udało... Pewne jest, że zdolność negocjacyjna mamy niemowlęcia radykalnie by zmalała.

Ogół polskich celebrytów za pozowanie z niemowlętami pieniędzy nie dostaje, co nie oznacza, że dzielą się z czytelnikami kolorowych magazynów swoim szczęściem za darmo. "Zazwyczaj zaprasza się ich na sesję w jakieś egzotyczne miejsce" - mówi specjalistka od sesji jednego z pism. Mechanizm jest prosty - wydawca magazynu, który stara się o zdjęcia na wyłączność, zaprasza znaną parę z dzieckiem na wakacje, a wraz z nimi jedzie ekipa fotografów i stylistów. Im większa gwiazda, tym większa szansa, że sesja odbędzie się na Mauritiusie, a nie na Rodos. W zamian za zdjęcia celebryci kontraktują też promocję płyty, książki albo innego przedsięwzięcia. Po redakcjach pism kobiecych krąży smutna opowieść o parze bezrobotnych aktorów, którzy zgodzili się pozować z dzieckiem w zamian za wózek.

"To jednak coraz trudniejszy rynek" - opowiada jedna z autorek sesji. "Jeszcze trzy lata temu pozowanie do zdjęć z dzieckiem było normalną rzeczą, nie było nic niestosownego w tym, że w magazynach pojawiały się zdjęcia Natalii Kukulskiej i jej dziecka w Grecji, czy Kingi Rusin i Tomasza Lisa z córkami na Mazurach. Teraz to nie jest w dobrym tonie. Pokazywanie dziecka to obciach. Najpierw fotografuje się partnera, potem ślub, ciążę, a dziecko w ostateczności" - opowiada.

Wszystko wskazuje więc na to, że rewolucyjny gest amerykańskiej gwiazdy Minnie Driver nie stanie się wzorem dla serialowych władców polskiej masowej wyobraźni. Zdjęć ich dzieci na portalu Nasza-klasa raczej nie znajdziemy.