Dziennik.plKobieta

Środa, 16 maja 2012

Imieniny: Andrzeja, Jędrzeja, Adama

Pogoda: Warszawa Dziś

temp. 12°C

Jak zostałam anorektyczką

2008-07-18 | Ostatnia aktualizacja: 17:53 | Komentarze: 6 | skomentuj
Jak zostałam anorektyczką

Jak zostałam anorektyczką Fot. Wojciech Grzedzinski / Inne

Uważam, że dla mnie już jest za późno, ale opowiadam swoją historię, by pomóc innym. Może się w końcu do czegoś przydam? Radzę dziewczynom, by nie bały się nazywać tego, co naprawdę czują. By nie spychały emocji. Żeby nie myślały, że anoreksja to taka fajna przyjaciółka, która pozwoli zapomnieć o wszystkim - mówi DZIENNIKOWI 23-letnia Natalia chora na anoreksję.

Pogoda

POLSKA

Środa 2012-05-16

temp. min 3°C max. 18°C
opady: umiarkowane opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Nazywam się Natalia, mam 23 lata, jestem anorektyczką. Choruję od czternastego roku życia. Zawsze byłam trudnym dzieckiem. Kiedy koleżanki oglądały się za chłopakami i mówiły o modzie, ja zastanawiałam się nad sensem świata. Nie miałam ochoty na kontakt z rówieśnikami. Nie dlatego, że się wywyższałam. To był brak szacunku dla samej siebie, nie czułam się ich godna. Poza tym chciałam być jak najszybciej w domu, bo bałam się, że tata przyjdzie i coś się stanie mamie. Mój ojciec jest alkoholikiem, wiecznie robił jej awantury.

Teraz rodzice są rozwiedzeni. Skończyły się co prawda awantury, bo ojciec się wyprowadził, ale nie miałam z nim żadnego kontaktu. Możliwe, że moja anoreksja była próbą zrozumienia ojca, bo anoreksja, tak jak alkoholizm, też jest uzależnieniem. To była również chęć zwrócenia na siebie uwagi - jeśli ojciec mnie nie zauważa, to widocznie jestem za mało idealna, choć byłam dobrą uczennicą. To typowa cecha anorektyczki: pilność. Skoro więc uprawiam sporty, uczę się bardzo dobrze, to pewnie wyglądam nie tak. Odchudzaniem chciałam zasłużyć na miłość ojca.

O wiele za gruba

Miałam 14 lat, kiedy po raz pierwszy powiedziałam, że jestem za gruba. Ważyłam wtedy 54 kg przy wzroście 160 cm. Chciałam schudnąć najwyżej 2 – 3 kg. Najpierw przestałam jeść słodycze, ale waga ani drgnęła. Eksperymentowałam więc z dietami - beztłuszczowa, niskowęglowodanowa, białkowa, przez jakiś czas byłam nawet fruktarianką. Aż w końcu waga drgnęła. Na początku schudłam 2 kg, potem długo nic. Postanowiłam spróbować diety Kwaśniewskiego, ale tylko przytyłam. I wtedy zdecydowanie ograniczyłam jedzenie. Mocno poniżej 1000 kalorii.

Zawsze za idealną dla mnie wagę uważałam 47 kg. Twierdziłam, że jeśli ją osiągnę, skończę z odchudzaniem. Nadszedł dzień, gdy ważyłam 46 kg i wciąż chudłam. Nie potrafiłam tego zatrzymać. Ocknęłam się dopiero, gdy mama zapytała, czy chcę z nią o tym porozmawiać.

Z mamą zawsze miałam bardzo dobry kontakt, co jest zresztą typowe dla anorektyczek. Choć czułam się trochę przez nią zniewolona i jedzenie było jedyną rzeczą, o której tylko ja mogłam decydować. Wtedy gdy przyszła do mojego pokoju, rozpłakałam się. Zapytała, czy mam problem, a ja przyznałam, że tak. Potem zaprowadziła mnie do pani psycholog, która zapytała, jaką część dnia myślę o jedzeniu, niejedzeniu, wadze, odchudzaniu. "Robię to przez 80 procent czasu" - odpowiedziałam.

Diagnoza: anoreksja

Rozpoczęłam leczenie, ale niewiele pomogło. Pani psycholog wysłała mnie do psychiatry, który faszerował mnie lekami i postawił warunek: muszę przytyć pół kilograma tygodniowo. Nie dałam rady. Waga wciąż spadała. W końcu skierował mnie na oddział zamknięty w szpitalu psychiatrycznym. Przyjęto mnie tam 12 grudnia 2004 roku. Diagnoza: Anorexia nervosa. Waga: 39 kg. Położono mnie do łóżka, nie pozwolono wstawać, z wyjątkiem wizyt w toalecie. I kazano jeść w grupie schizofreników, nieraz bardzo agresywnych i depresyjnych.

Leżałam i płakałam. Kazali mi brać antydepresanty i środki nasenne. Początkowo walczyłam, ale jak przystało na grzeczną anorektyczkę, w końcu uległam. Dostałam specjalnie dla mnie stworzoną dietę wysokobiałkową. Zjadałam wszystko, ale waga nadal spadała. W święta Bożego Narodzenia wszyscy poszli na przepustkę, ja nie, bo nie przytyłam. Ważyłam 38 kg. Mama wypłakała u lekarki wigilijny wieczór, ale byłam bardzo słaba - nie dałam rady iść na pasterkę.

Pobyt w szpitalu trwał dwa miesiące. Warunkiem wyjścia było osiągnięcie 46 kg. Nie udało się, ale i tak mnie wypisano, bo skończyła się umowa z NFZ. Ważyłam 40 kg i moja niedowaga wciąż zagrażała życiu. Dwa miesiące później ważyłam tylko 37 kg i znów trafiłam do szpitala, tym razem dziecięcego. Obchodziłam tam swoje 20. urodziny. Pobyt ten wspominam zarazem jako najcięższe, ale i najważniejsze doświadczenie w moim życiu.

Na oddziale przebywały dzieci z autyzmem, ADHD, depresją, anoreksją i bulimią. Anorektyczki były bardzo restrykcyjnie pilnowane podczas posiłków, ale wiele z nich i tak ukrywało jedzenie w butach, majtkach, a nawet w magnetowidzie, który stał w jadalni. Ja nigdy nie stosowałam takich metod, bo chciałam, jak najszybciej wyjść. Zostałam wypisana dopiero po trzech miesiącach i znowu tylko dlatego, że skończyła się umowa z NFZ. Ważyłam wtedy 43 kg. Po kilku tygodniach przybyły mi kolejne trzy, wrócił okres, prawidłowe ciśnienie i tętno.

Nowe życie?

W styczniu 2006 r. poznałam chłopaka, z którym jestem do dziś. Dla mnie to wielkie osiągnięcie, bo do tej pory bałam się mężczyzn i nigdy nie spotykałam się z nikim dłużej niż trzy miesiące. Mój chłopak zna mój problem, ale nie jest w stanie mi pomóc. Stara się mnie wspierać, ale sam sobie z tym nie radzi. Wiele razy płakał.

Wiosną znów zaczęłam chudnąć i waga spadła do 40 kg. Odmówiłam jednak pójścia do szpitala, bo nie chciałam zostawić chłopaka. Bałam się, że nasz związek nie wytrzyma próby. Zaryzykowałam i udało się, głównie dzięki wsparciu rodziny i chłopaka oraz wizytom u psychologa. We wrześniu ważyłam już 47 kg. Później doszłam do 50 kg.

Ostatnio jednak znów zaczęło się pogarszać i choroba wróciła. Ważę 44 kg. O dwa za mało, by czuć się bezpiecznie. Wciąż chodzę na terapię. Nauczyłam sobie radzić z takimi rzeczami jak wstręt do jedzenia, bo wyznaczyłam sobie, co mogę jeść i kiedy. Jem z zegarkiem w ręku: rano niekoniecznie, obiad między 13 a 14, kolację o godz. 20. Nie wzięłabym do ust cukru, odrzucam wszelkie słodycze. Jem warzywa smażone na patelni bez tłuszczu. Jestem weganką, a więc dopuszczam nabiał, serki, ale sera żółtego już nie, bo tam są żelatyny i podpuszczki zwierzęce. Nie palę papierosów, alkohol piję okazjonalnie, bo ma mnóstwo kalorii.

Uważam, że dla mnie już jest za późno, ale opowiadam swoją historię, by pomóc innym. Może się w końcu do czegoś przydam? Radzę dziewczynom, by nie bały się nazywać tego, co naprawdę czują. By nie spychały emocji. Żeby nie myślały, że anoreksja to taka fajna przyjaciółka, która pozwoli zapomnieć o wszystkim.

wysłuchała Anna Bogusz

wysłuchała Anna Bogusz
Źródło: dziennik.pl
Wypowiedzi: 6
  • ~a.wierzbicka2@tvn.pl2012-02-06 17:44

    Witam, przygotowuję program telewizyjny o dziewczynach z zaburzeniami odżywiania- anoreksją.
    Osoby które zgodziłyby się na niezobowiązującą rozmowę z naszą redakcją- proszę o kontakt z numerem telefonu- oddzwonimy.

    Pozdrawiam serdecznie,
    Redaktor TVN
    a.wierzbicka2@tvn.pl

  • ~Bogna902011-11-08 17:29

    Jestem w trakcie pisania pracy licencjackiej o anoreksji i bardzo przydałyby mi się przemyślenia dziewczyn, które cierpią na tę chorobę. Miałabym do Was kilka pytań, naprawdę zajęłoby Wam to około 15 min. Wszystkie chętne i chcące mi pomóc osoby proszę o kontakt na maila: bogusia_90@buziaczek.pl
    Z góry dziękuję:)

  • ~Iwcia2011-05-18 15:07

    Wiem co przeszłaś... Ja mam anoreksje jeszcze do dziś... Z różnymi przerwami ale ciągnie się i ciągnie, u mnie zaczęło się od 13r.ż. Wtedy przy 165cm miałam 38kg schudłam z 56kg. Boję się prosić o pomoc... :( Często wydaje mi się że jestem niereformowalna... Że to mi zostanie do końca już życia... :(

  • ~gość2011-05-08 01:17

    ruszyła mnie twoja historia i bardzo ci współczuje jednak są dziewczyny które potrzebują zrozumienia bo bardzo ciężko jest wybić im ten pomysł z głowy
    naprawdę trudno. Takie dziewczyny pod wpływem towarzystwa nie chcą się zmieniać i zaczynają zaprzyjażniać się z ana której prawdziwym imieniem jest śmierć I dążą do tego czytają w internecie debilne wierszyki Any i co gorsza te dziewczyny WIEDZĄ, ŻE MOGĄ UMRZEĆ majś pełną świadomość
    a tępienie takich dziewczyn nic nie da trzeba im zwyczajnie pomóc i takie wywyaidy są naprawdę ważne

  • ~inna2011-02-18 23:45

    tak to już u nas jest, przesrzega się dziewczyny o anoreksji, ale puchne dziewczyny zawsze mają przechlapane, są wyśmiewane, kiedy zostają Ana, wtedy nagle stają się z nich "pomocne, niewyśmiewające się koleżanki"
    dziewczyny, opanujcie się, to wtedy nie bd anoreksji

  • ~madeline 17-18lat2011-02-02 15:09

    twoja historia Natalio bardzo mnie zaintrygowała .
    naprawdę poważnie brzmi to wszystko o czym tu mówisz.
    ja jestem wzrostu 160,5cm i waże teraz 39 i troche kg.
    Cały czas uważam,że nie mam Ane... Rozmawiałam o swoich podejrzeniach o Ane... z nauczycielem j.ang w Liceum(bo zawsze uwazałam Go za dobrego "przyjaciela" i wierzyłam,że mnie zrozumie).Niestety bardzo przejął sie On moimi obawami o Ane... i zglosił to wkróce do pedagog w szkole.nawet mówil,ze porozmawia o tym z moimi rodzicami bo wg.Niego to bardzo poważna sprawa była.Przestraszyłam sie,że moi rodzice dowiedza sie i bede miała przeklapane u nich.Ale na moje szczęście udało mi sie ubłagac Pana z j.ang żeby nic im nie mówił,że ja sama o wszystkim powiem rodzicom.Uwierzył mi.Chcial nawet zebym razem z Nim poszła do tej pedagog ale sie nie zgodziłam.Wykiwalam Go-poszlam wczesniej sama do pedagog i wszystko z nia obgadalam-On przyszedl do nie później i opowiedzial jej swoją wersje.Potem moja mam zostala wezwana do szkoly do Pani pedagog.Bardzo sie balam,że po powrocie do domu będe miala sajgon i przeklapane u niej...ale nie,byla spokojna i opanowana.Na spokojnieobgadałysmy te sprawę o Ane... i przyznała mi nawet(moja mama)ze ją wkurza to ze każdy podejrzewa u mnie Ane...w kazdej szkole-a zaczelo sie od Gimnazjum.No i jest jak jest.nadal "przyjaźnię się z Ane..." i jestem szcęsliwa :)

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane

Najczęściej komentowane

«