Wyżywa się na moich żebrach, jak tylko Klara mocniej uciśnie mój brzuch, usiłując się przytulić. No i jak tu oddychać, kiedy od środka i od zewnątrz dzieci uciskają przeponę…
W nocy też jestem oblegana przez dzieci. To wewnętrzne jest w miarę spokojne, śpi, czasem niezobowiązująco kopnie. Weronika, stały bywalec naszego łóżka przychodzi około 3 i do rana ciągnie mnie za włosy. Klara śpi z nami z powodu choroby. Ona z kolei przytula się do mojej ręki, która szybko zaczyna drętwieć. I gdzie tu miejsce dla trzeciego dziecka? Mam przecież tylko dwa boki!

Przygotowania do porodu chwilowo stanęły z powodu klarcinej choroby. Jedyne, co mi się udało, to poprać wszystkie ubranka. Jak na razie największą trudność sprawiło mi wieszanie na suszarce maleńkich skarpetek. Rozczula mnie widok tych małych ciuszków. Mojego męża wręcz przeciwnie. Zawsze miał problem z właściwym zapięciem wszystkich zatrzasków w śpiochach i odróżnieniem, gdzie jest przód, gdzie tył. Nigdy nie zapomnę pierwszej nocy po powrocie ze szpitala z drugą córką. Ja miałam rękę na temblaku, bo wdał mi się jakiś stan zapalny od wenflonu. Klara, jak na złość, ciągle się przesikiwała i mój biedny mąż stał przy przewijaku, szamocząc się z mikroskopijnymi ubrankami. Czuł się zapewne jak hipopotam z wiersza Brzechwy, któremu żaba kazała nawlec igłę...